Orzeczenia sądów
Opublikowano: OSNKW 1974/1/10

Wyrok
Sądu Najwyższego
z dnia 20 sierpnia 1973 r.
III KR 172/73

UZASADNIENIE

Skład orzekający

Przewodniczący: sędzia dr K. Mioduski (sprawozdawca). Sędziowie: J. Matysiak, Z. Krauze.

Prokurator Prokuratury Generalnej: A. Kabat.

Sentencja

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu sprawy Kazimierza M., oskarżonego z art. 136 § 1 pkt 1 k.k., z powodu rewizji wniesionej przez obrońcę od wyroku Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku z dnia 9 marca 1973 r.

zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że uznając, iż oskarżony sprowadził niebezpieczeństwo katastrofy, a w dalszej konsekwencji katastrofę w postaci zderzenia z samochodem sanitarnym, przy czym możliwość katastrofy przewidywał, lecz bezpodstawnie przypuszczał, iż jej uniknie, przyjął kwalifikację tak przypisanego czynu z art. 137 § 1, i art. 136 § 2, art. 145 § 1 i 3 k.k. i na podstawie tego ostatniego przepisu wymierzył oskarżonemu karę 9 lat pozbawienia wolności; poza tym utrzymał w mocy zaskarżony wyrok (...).

Uzasadnienie faktyczne

Sąd Wojewódzki w Gdańsku wyrokiem z dnia 9 marca 1973 r. uznał Kazimierza M. za winnego tego, że dnia 31 sierpnia 1972 r. w G. sprowadził zdarzenie zagrażające życiu i zdrowiu ludzi oraz mieniu w znacznych rozmiarach, a mające postać katastrofy w ruchu lądowym w ten sposób, iż będąc w stanie znacznego upojenia alkoholowego prowadził ruchliwymi ulicami miasta samochód ciężarowy marki "Ził" z nadmierną szybkością zagrażając niebezpieczeństwem innym użytkownikom, wjechał kilkakrotnie na chodnik potrącając pieszego Zenona L. oraz zmuszając do ucieczki innych pieszych, doprowadził do zderzenia z zaparkowanym samochodem marki "Nysa", a w innym miejscu z wymijanym wiozącym chorych samochodem sanitarnym marki "Warszawa" oraz zaparkowanym samochodem marki "Peugeot" zmuszając do zjeżdżania z drogi - w celu uniknięcia zderzenia - innych użytkowników, a następnie do stoczenia się ze skarpy i rozbicia prowadzonego przez siebie samochodu, w wyniku czego Henryk P., Henryk B., Mirosława S., Zenon L. i Jan S. doznali obrażeń ciała, a spowodowane straty materialne wynoszą 119.448 zł, tj. za winnego przestępstwa określonego w art. 136 § 1 pkt 1 k.k., i na podstawie tego przepisu skazał go na 12 lat pozbawienia wolności z zaliczeniem na poczet tej kary okresu tymczasowego aresztowania od dnia 1 września 1972 r. Ponadto na podstawie art. 43 § 2 i art. 44 § 1 k.k. sąd orzekł karę dodatkową zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres 10 lat.

Wyrok powyższy zaskarżył obrońca oskarżonego, zarzucając w rewizji obrazę prawa materialnego wskutek uznania, że czyn oskarżonego wypełnia znamiona przestępstwa określonego w art. 136 § 1 k.k., mimo iż zebrane w sprawie dowody pozwalają jedynie na przyjęcie, że oskarżony umyślnie sprowadził niebezpieczeństwo katastrofy, natomiast samą katastrofę spowodował nieumyślnie. Ponadto obrona zarzuca obrazę art. 357 k.p.k. polegającą na nieuwzględnieniu okoliczności, że do spowodowania katastrofy przyczyniło się postępowanie świadków Stefana B. i Eugeniusza J., wskutek którego oskarżony zmuszony był do gwałtownego skrętu w lewo, co w dalszej konsekwencji doprowadziło do zderzenia z samochodem sanitarnym. Sąd Wojewódzki błędnie ustalił, że samochód sanitarny nie miał usterek, które by pozostawały w związku przyczynowym z katastrofą. Zdaniem rewizji, usterką taką, którą stwierdza zawarta w aktach opinia biegłego, była wada systemu hamulcowego sanitarki. Wreszcie rewizja zarzuca, że Sąd Wojewódzki z obrazą art. 357 k.p.k. pominął przy wymiarze kary okoliczności, w związku z którymi doszło do wprawienia się oskarżonego w stan opilstwa, mianowicie konflikt z żoną oskarżonego, co należało potraktować jako okoliczność łagodzącą.

W konkluzji obrońca oskarżonego wnosi o:

1) zmianę zaskarżonego wyroku przez: a) zmianę kwalifikacji prawnej i uznanie, że czyn oskarżonego wyczerpuje znamiona przestępstwa określonego w art. 137 § 1 i art. 136 § 2 k.k., b) wymierzenie oskarżonemu kary na podstawie art. 136 § 2 k.k. w średniej granicy ustawowo przewidzianego zagrożenia z tego przepisu lub

2) uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie Sądowi Wojewódzkiemu w Gdańsku do ponownego rozpoznania.

Uzasadnienie prawne

Sąd Najwyższy zważył, co następuje:

Rewizja zasadnie wywodzi, że ani zebrane w sprawie dowody, ani też ustalenia faktyczne zawarte w zaskarżonym wyroku nie uzasadniają ustalenia, iż oskarżony sprowadził katastrofę w ruchu lądowym umyślnie.

Sąd Wojewódzki, z jawną obrazą art. 372 § 1 pkt 2 k.p.k., nie wyjaśnił w uzasadnieniu wyroku, dlaczego przyjmuje, że oskarżony miał zamiar sprowadzenia katastrofy. Samo stwierdzenie, że oskarżony "(...) musiał zdawać sobie z tego sprawę, jakie skutki może spowodować prowadzenie w stanie upojenia alkoholowego pojazdu samochodowego", nie stanowi bynajmniej o umyślności, której treść określa art. 7 § 1 k.k. Jeżeliby bowiem nawet przyjąć, że zwrot: "musiał zdawać sobie sprawę" oznacza to samo co zwrot "przewidywał", a nie tylko: "powinien był i mógł przewidzieć", to i wówczas nie wyjaśniona pozostaje kwestia, jaki był stosunek woli oskarżonego do owych skutków (czy ich chciał, czy przewidując możliwość ich nastąpienia godził się na nie, czy wreszcie przewidując możliwość ich nastąpienia przypuszczał bezpodstawnie, że uda mu się skutków tych uniknąć). Brak w zaskarżonym wyroku analizy okoliczności wyjaśniających podmiotową stronę czynu oskarżonego doprowadził do bezpodstawnego przypisania oskarżonemu zbrodni określonej w art. 136 § 1 pkt 1 k.k., co zakłada, że oskarżony bądź wprost chciał sprowadzić katastrofę, bądź z jej nastąpieniem się godził.

Sąd pierwszej instancji trafnie określa w uzasadnieniu wyroku pojęcie katastrofy jako zdarzenie, które powstaje z pewną nagłością, zakłóca w sposób groźny ruch drogowy i powoduje szkody mające cechy powszechności, tj. w rozmiarach i zasięgu nie dających się przewidzieć, przy czym szkody te mogą dotyczyć nie tylko życia lub zdrowia ludzi, lecz także mienia w znacznych rozmiarach. Takie określenie katastrofy w ruchu drogowym, zgodne z określeniem katastrofy zawartym w wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej w sprawach przestępstw drogowych z dnia 22 czerwca 1963 r. (Mon. Pol. Nr 70, poz. 348), odnosi się w swych istotnych elementach do katastrofy, o jakiej mowa w art. 136 k.k. Nie ma bowiem podstaw do wykładni, że ustawodawca w 1969 r., wprowadzając na miejsce art. 215 k.k. z 1932 r. dwa odrębne przepisy, z których jeden dotyczy sprowadzenia katastrofy (art. 136 § 1 pkt 1 i § 2 k.k), a drugi sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa takiego zdarzenia (art. 137 § 1 i 2 k.k.), użył w art. 136 § 1 pkt 1 k.k. zwrotu: "katastrofa w ruchu lądowym" w znaczeniu wyraźnie odmiennym od przyjętego we wspomnianych wyżej wytycznych przy wykładni art. 215 k.k. z 1932 r., operującego pojęciem "katastrofy w komunikacji lądowej".

Zawarty w § 1 art. 136 k.k. zwrot: "(...) zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach (...)" należy rozumieć jako pozostające w nierozerwalnym związku z dalszymi słowami dyspozycji omawianego przepisu brzmiącymi: "mające postać katastrofy (...)". Pogląd, że przyjęcie katastrofy w rozumieniu art. 136 k.k. nie wymaga szkód w życiu lub zdrowiu ludzi, a co najmniej już szkód w mieniu w znacznych rozmiarach, i że do uznania zdarzenia za katastrofę wystarczy zagrożenie tych dóbr, nie da się utrzymać. Przeciwko przyjęciu takiego poglądu przemawia znaczenie słowa "katastrofa" w języku potocznym, w którym słowo to oznacza zdarzenie wywołujące bardzo poważną szkodę. Również wykładnia historyczna przemawia przeciwko przyjmowaniu katastrofy tam, gdzie wchodziło w grę tylko zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia; jeżeli art. 215 k.k. z 1932 r. w jednej dyspozycji obejmował zarówno sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy, jak i sprowadzenia samej katastrofy, to obowiązujący kodeks karny wyraźnie i niedwuznacznie oddziela odpowiedzialność karną za sprowadzenie katastrofy (art. 136 k.k.) od odpowiedzialności za sprowadzenie jej bezpośredniego niebezpieczeństwa, czyli sytuacji, w której katastrofa bezpośrednio grozi (art. 137 k.k.). Wskutek tego rozdzielenia (sprowadzenie katastrofy - sprowadzenie jej niebezpieczeństwa) także wykładnia systemowa, w szczególności zestawienie treści art. 136 k.k. z art. 137 k.k., przemawia zdecydowanie przeciwko możliwości przyjmowania katastrofy tam, gdzie nie doszło jeszcze do szkód w życiu lub w zdrowiu ludzi, a co najmniej szkód w mieniu w znacznych rozmiarach. Taka bowiem wykładnia, będąca raczej reliktem nawyków ukształtowanych w okresie stosowania art. 215 k.k. z 1932 r., przekreślałaby samoistne znaczenie dyspozycji art. 137 k.k., prowadząc do traktowania jako katastrofy takiego zdarzenia, które nie naruszyło jeszcze dóbr chronionych art. 136 i 137 k.k., lecz jedynie dobrom tym zagroziło. Użyty w dyspozycji art. 136 § 1 pkt 1 k.k. zwrot "zagraża" nie oznacza, że katastrofa polegać może na samym li tylko zagrożeniu, lecz oznacza, że do kwalifikacji czynu z art. 136 § 1 pkt 1 k.k. nie wystarcza szkoda, np. w postaci naruszenia zdrowia dwu lub trzech ludzi, lecz do przyjęcia katastrofy w ruchu lądowym prawo wymaga obok nastąpienia poważnej szkody ponadto jeszcze zagrożenia mającego cechy powszechności (por. tytuł rozdziału XX kodeksu karnego), a więc o rozmiarach i zasięgu nie dających się ex ante ściśle przewidzieć.

Za takim pojmowaniem pojęcia katastrofy w ruchu lądowym przemawia też wprowadzenie do obowiązującego kodeksu karnego osobnego przepisu, dotyczącego spowodowania wypadku drogowego - art. 145 § 1, 2 i 3 k.k., zgodnie z którym samo zagrożenie życia, zdrowia lub mienia nie wyczerpuje znamion tego przepisu.

Rewizja obrońcy oskarżonego Kazimierza M. trafnie podnosi, że wbrew zaskarżonemu wyrokowi sprowadzeniem katastrofy było jedynie spowodowanie zderzenia prowadzonego przez oskarżonego samochodu ciężarowego z wypełnioną ludźmi sanitarką. Pozostałe fragmenty przypisanego oskarżonemu w zaskarżonym wyroku czynu wyczerpują znamiona przestępstwa określonego w art. 137 § 1 k.k. lub art. 145 § 1 i 3 k.k., nie mają bowiem cech jakie znamionować muszą zdarzenia, aby można je było ocenić jako katastrofę w rozumieniu art. 136 k.k. (obrażenia doznane przez ofiary nie wykraczają poza ramy zakreślone art. 156 k.k., dlatego kwalifikacja z art. 145 § 1 i 3 k.k.).

Przechodząc do omówienia podmiotowej strony czynu oskarżonego Kazimierza M., stwierdzić należy, że nie ma żadnych danych do przyjęcia aby oskarżony chciał spowodować zderzenie z sanitarką lub chociażby z takim zderzeniem, w którym sam mógł ponieść nawet śmierć, się godził. Sąd Wojewódzki, prawdopodobnie, przyjął konstrukcję zamiaru ewentualnego, rozumując, że skoro sprawca "musiał" zdawać sobie sprawę z możliwych skutków swego działania, to tym samym na te skutki się godził.

Błędność takiego rozumowania jest oczywista. Nic bowiem w sprawie nie przemawia za tym, że oskarżony godził się na sprowadzenie katastrofy (zamiarów samobójczych lub zamiarów samookaleczenia sąd oskarżonemu nie przypisuje), a wszystko przemawia za tym, że oskarżony, świadom rozmiarów i ryzyka niebezpieczeństwa, jakie wywołuje jego sposób jazdy, przypuszczał bezpodstawnie, iż uda mu się uniknąć katastrofy. Odtwarzając z zewnętrznego przebiegu wydarzeń motywację czynu i procesu świadomości oraz woli oskarżonego, sąd zakładać powinien - w braku podstawy do odmiennego założenia - że oskarżony postępował racjonalnie, to jest dążył do osiągnięcia zamierzonego celu wykorzystując swoją wiedzę o sytuacji i prowadzących do celu środkach. Uznanie, że oskarżony Kazimierz M. działał z zamiarem (ewentualnym choćby) sprowadzenia katastrofy, zakłada bezzasadnie i dowolnie racjonalność działania oskarżonego. Działanie to zmierzało do określonego celu: uniknięcia odpowiedzialności za prowadzenie w stanie nietrzeźwości pojazdu i odpowiedzialności za potrącenie pojazdu PKO, którego kierowcą był świadek Stefan B. Przyjąć należy, że dążąc do takiego celu oskarżony podjął umyślnie ryzyko prowadzenia pojazdu w sposób sprowadzający bezpośrednio niebezpieczeństwo katastrofy (art. 137 § 1 k.k.), sądził jednak, że katastrofy samej uda mu się uniknąć. Teza, że oskarżony godził się na możliwość nastąpienia katastrofy, dowolnie zakłada brak sensu w postępowaniu oskarżonego, który miałby podejmować próbę uchronienia się od odpowiedzialności karnej określonej w art. 145 k.k. nawet za cenę utraty w katastrofie najcenniejszego swego dobra - własnego życia.

Niebezpieczeństwo katastrofy, które oskarżony Kazimierz M. sprowadził co najmniej dolo eventuali, wyraziło się od strony przedmiotowej nie tylko w sytuacji poprzedzającej bezpośrednio moment zderzenia się z samochodem sanitarnym, lecz w kilku jeszcze innych sytuacjach trafnie opisanych w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku (oskarżony otarł się o drzewo stojące obok przystanku autobusowego, gdzie przebywało około 20 osób, które rozbiegły się w obawie przed nadjeżdżającym samochodem ciężarowym "Ziłem"; ponadto oskarżony omal nie doprowadził do zderzenia z autobusem komunikacji miejskiej, którego kierowca zmuszony został do gwałtownego hamowania, aby nie doprowadzić do czołowego zderzenia).

Z przytoczonych motywów należało zaskarżony wyrok zmienić i uznać, że oskarżony sprowadził umyślnie niebezpieczeństwo katastrofy, a w dalszej konsekwencji katastrofę w postaci zderzenia z samochodem sanitarnym, przy czym możliwość katastrofy przewidywał, lecz bezpodstawnie przypuszczał, iż uda mu się jej uniknąć. Niezależnie od tego należało w kwalifikacji czynu dać wyraz temu, że oskarżony prowadził w stanie nietrzeźwości pojazd i spowodował skutki, o których mowa w art. 145 § 1 k.k. (potrącenie świadka Zenona L., zderzenia z samochodami "Nysą" i "Peugeotem" oraz stoczenie się ze skarpy i rozbicie prowadzonego przez siebie pojazdu).

2. Podniesiony w rewizji zarzut obrazy w art. 357 k.p.k. na skutek nierozważenia okoliczności, że do spowodowania katastrofy przyczynili się mimo woli świadkowie Stefan B. i Eugeniusz J., nie zasługuje na uwzględnienie. Teza rewizji, jakoby oskarżony zmuszony był do gwałtownego skrętu w lewo, aby uniknąć najechania na hamujący gwałtownie samochód świadka Stefana B., co w dalszej konsekwencji przyczyniło się do zderzenia z sanitarką, pomija całkowicie okoliczność, że świadek Stefan B. miał prawo podjąć próbę zatrzymania uciekającego oskarżonego, podejmując zaś ową próbę po wyprzedzeniu samochodu ciężarowego "Ziła" wjechał aż na prawy chodnik ulicy, oskarżony zatem nie był zmuszony do skrętu w lewo. Interwencja świadka Eugeniusza J. natomiast była uzasadniona sytuacją, którą wywołała "piracka" jazda oskarżonego, a zatem interwencji owej nie można uwzględnić na korzyść oskarżonego.

Rewizja podnosi, że ustalenie Sądu Wojewódzkiego co do braku usterek w sanitarce pozostaje w niezgodności z opinią biegłego w kwestii stanu hamulców tejże sanitarki. Jednakże to ewentualne uchybienie sądu (niewyczerpujące uzasadnienie postawionej tezy) nie należy do rządu tych, które mogłyby mieć wpływ na treść wyroku, chociażby tylko w orzeczeniu o karze. Gdyby bowiem sanitarka miała nawet wręcz doskonałe hamulce, to i wtedy manewr jej kierowcy, polegający na próbie uniknięcia czołowego zderzenia z jadącym szybko naprzeciw po nieprawidłowej stronie jezdni samochodem ciężarowym "Ziłem" przez skręcenie na lewą stronę jezdni, uznać należałoby za całkowicie wytłumaczony. Kierowca, który sam narusza w sposób rażący zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, nie może skutecznie powoływać się na to, że inni uczestnicy ruchu będąc zaskoczeni i znalazłszy się z tego powodu w przymusowej sytuacji również w jakiś sposób te zasady, bez swej winy, naruszyli.

Nie podzielił także Sąd Najwyższy wywodów rewizji co do znaczenia, jakie w niniejszej sprawie przypisuje obrona konfliktowi z żoną oskarżonego, który to konflikt miał doprowadzić do upicia się oskarżonego i następnie niefortunnej jazdy powierzonym oskarżonemu do obsługi samochodem ciężarowym "Ziłem". Gdyby nawet w tej kwestii pominąć wątpliwości, jakie nasuwa treść "grypsu" oskarżonego do żony, to i wtedy stanowisko żony mogłoby w ostateczności tłumaczyć w jakiejś mierze nadużycie przez oskarżonego alkoholu, ale w istotniejszej mierze nie tłumaczy zawodowego kierowcy, który w stanie głębokiego opilstwa zdecydował się na prowadzenie ciężkiego pojazdu i następnie na ryzykancką, zasługującą na określenie jej mianem "pirackiej", jazdę po ulicach miasta G.

3. Przechodząc do kwestii wymiaru kary za przypisane oskarżonemu zgodnie z art. 10 § 2 k.k. przestępstwo określone w art. 137 § 1, art. 136 § 2, art. 145 § 1 i 3 k.k., Sąd Najwyższy uznał, że w sprawie niniejszej sięgnąć należało do górnych granic zagrożenia, przewidzianego w art. 145 § 3 k.k. Przemawia za tym zarówno rodzaj i rozmiar szkód wyrządzonych przestępstwem oraz szkód grożących, do których dzięki zabiegowi okoliczności nie doszło, jak i bardzo znaczny stopień zawinienia oskarżonego kierowcy, który prowadził ciężki pojazd z nadmierną szybkością w sposób nieprawidłowy, nie licząc się z możliwymi groźnymi następstwami swego działania dla wielu uczestników ruchu, i usiłował zbiec z miejsca przestępstwa. Również dotychczasowe życie sprawcy, czterokrotnie dotychczas karanego za różne przestępstwa, w tym w dniu 30 maja 1972 r. za przestępstwo określone w art. 145 § 1 k.k. na karę z warunkowym zawieszeniem jej wykonania, przemawia za potrzebą długotrwałej izolacji oskarżonego w zakładzie karnym. Mając na względzie to, że prowadzenie w stanie nietrzeźwości pojazdu nie należy bynajmniej do zjawisk sporadycznych w środowisku zawodowych kierowców i jest przyczyną wielu wypadków, a nawet katastrof, należało przyjąć, iż wszystkie cele kary, na jakie wskazuje art. 50 § 1 k.k., przemawiają zgodnie za wymierzeniem kary bardzo surowej w pobliżu górnej granicy ustawowego zagrożenia. Również kara dodatkowa zakazu prowadzenia pojazdów powinna mieć w niniejszej sprawie rozmiar eliminujący praktycznie oskarżonego z szeregów kierowców zawodowych.