Orzeczenia sądów
Opublikowano: OSNKW 1974/2/26

Wyrok
Sądu Najwyższego
z dnia 8 września 1973 r.
I KR 116/72

UZASADNIENIE

Skład orzekający

Przewodniczący: sędzia J. Polony (sprawozdawca). Sędziowie: Z. Neumann, J. Szamrej.

Prokurator Prokuratury Generalnej: J. Pozorski.

Sentencja

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu w dniach 6 i 8 września 1973 r. sprawy Stanisława R., Ryszarda Jacka Ż., oskarżonych z art. 164 § 1 k.k., z powodu rewizji wniesionej przez obrońców oskarżonych od wyroku Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy z dnia 18 listopada 1971 r.

zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że oskarżonych Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. uniewinnił od zarzutu oskarżenia (...).

Uzasadnienie faktyczne

Stanisław R. i Ryszard Jacek Ż. zostali oskarżeni o to, że w dniu 12 lutego 1970 r. w W., działając wspólnie jako lekarze IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W., z racji pełnionych funkcji szczególnie zobowiązani do troszczenia się o zdrowie pacjentki Bożeny W., pomimo jej bardzo ciężkiego stanu ogólnego, niezgodnie z zasadami wiedzy lekarskiej odmówili przyjęcia jej do IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W. i polecili przetransportowanie chorej do Miejscowego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W., co naraziło Bożenę W. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, tj. o czyn określony w art. 160 § 2 k.k.

Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy wyrokiem z dnia 18 listopada 1971 r. oskarżonych Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. uznał za winnych tego, że w dniu 12 lutego 1970 r. w W., działając wspólnie jako lekarze IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W., nie udzielili należytej pomocy lekarskiej ciężko chorej Bożenie W. w ten sposób, iż niezgodnie z zasadami wiedzy lekarskiej odmówili przyjęcia jej do IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W. i polecili przetransportowanie chorej w bardzo ciężkim stanie ogólnym zagrażającym bezpośrednio jej życiu do Miejskiego Szpital Chorób Zakaźnych nr 1 w w., mimo że pomocy takiej mogli udzielić bez narażania na niebezpieczeństwo zdrowia innych chorych przebywających w tejże Klinice, tj. dokonania przestępstwa przewidzianego w art. 164 § 1 k.k., i za to na podstawie wyżej cytowanego przepisu oraz art. 42 § 1 i art. 49 k.k. skazał: Stanisława R. na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności, a Ryszarda Jacka Ż. na karę 1 roku pozbawienia wolności orzekł w stosunku do obydwóch oskarżonych zakaz wykonywania zawodu lekarskiego przez okres 1 roku i zarządził podanie wyroku do publicznej wiadomości przez ogłoszenie jego treści w czasopiśmie "Służba Zdrowia".

Od powyższego wyroku wnieśli rewizje obrońcy oskarżonych.

Rewizja obrońcy oskarżonego Stanisława R. zarzuca:

1) obrazę prawa materialnego, a mianowicie:

a) art. 164 k.k. w związku z art. 372 k.p.k. wskutek jego błędnej interpretacji, w szczególności zaś przyjęcia, że niebezpieczeństwo grożące innym osobom powinno być realne i odpowiadać stanowi wyższej konieczności w rozumieniu art. 23 k.k., oraz sprzecznego ustalenia postaci winy przypisanej oskarżonemu w jednej części uzasadnienia jako dolus eventualis, a w końcowych uwagach określonej jako karygodna lekkomyślność,

b) art. 42 § 1 k.k. przez orzeczenie dodatkowej kary zakazu wykonywania zawodu lekarza, mimo że nie może być mowy ani o braku kwalifikacji zawodowych, ani o nadużyciu zawodu przez oskarżonego;

2) obrazę przepisów postępowania, a mianowicie:

a) art. 155 k.p.k. wskutek odmowy przeprowadzenia dowodu z innych biegłych, mimo rażących uchybień w opinii zespołu lekarzy z W. i sprzeczności stanowisk między występującymi w sprawie biegłymi, oraz dowodu z zeznań dr Janiny S. i pielęgniarki Zofii L. co do opieki nad chorą w czasie jej pobytu w IV Klinice Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W.,

b) art. 152 k.p.k. wskutek nieprzeprowdzenia z urzędu dodatkowych dowodów co do pisma Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 15 listopada 1971 r.;

3) błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę wyroku, polegający na sprzecznym z materiałem dowodowym oraz z zasadami wiedzy lekarskiej:

a) określeniu charakteru choroby zasadniczej, która była przyczyną zgonu Bożeny W.,

b) utożsamieniu dwu zasadniczo różnych jednostek chorobowych,

c) przeprowadzeniu podziału chorób zakaźnych na wybitnie zakaźne i masowe,

d) stwierdzeniu niewłaściwego leczenia chorej w tej Klinice - objawowego zamiast przyczynowego, bez wskazania środków, jakimi dysponuje medycyna przeciwko wirusowi grypy,

e) uznaniu możliwości hospitalizowania chorej na grypę w klinice o profilu kardiologicznym i braku zagrożenia w ten sposób innym chorym,

f) przyjęciu przeciwwskazania do transportu chorej i jego negatywnego wpływu na stan tej chorej.

W konkluzji rewizja wnosi o zmianę wyroku przez uniewinnienie oskarżonego albo o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Wojewódzkiemu do ponownego rozpoznania.

Rewizja obrońcy oskarżonego Ryszarda Jacka Ż. zarzuca:

1) obrazę przepisów prawa procesowego, która miała zasadniczy wpływ na treść wyroku, polegającą w szczególności na: a) odrzuceniu opinii prof. Mieczysława K. bez należytego uzasadnienia, b) poczynieniu ustaleń faktycznych sprzecznych z dowodami z zeznań świadków Zbigniewa J., Jana Ł., Leona K. bez należytego uzasadnienia, c) nieprzeprowadzeniu dowodu z zeznań personelu IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W., zatrudnionego w dniu 12 lutego 1970 r., i poczynieniu zupełnie dowolnych ustaleń co do pracy tegoż personelu, d) nieprzeprowadzeniu dowodów na okoliczności związane z możliwościami izolacji chorej na terenie tej Kliniki i poczynieniu co do tego zupełnie dowolnych ustaleń, e) nieprzeprowadzeniu ekspertyzy biegłych z Akademii Medycznej w K., mimo zasadniczych rozbieżności w opiniach biegłych uczestniczących w sprawie;

2) błąd w ustaleniach faktycznych polegający na przyjęciu, że: a) chora Bożena W. w czasie, kiedy miał z nią kontakt oskarżony Ryszard Jacek Ż., znajdowała się we wstrząsie, b) oskarżony Ryszard Jacek Ż. podjął decyzję nieprzyjęcia chorej do tej Kliniki i odtransportowania jej do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W., c) wezwanie karetki pogotowia ratunkowego było opóźnione, d) chora Bożena W. była w tej Klinice leczona niewłaściwie, e) chora zakaźnie mogła być hospitalizowana w klinice kardiologicznej i nie stanowiła zagrożenia dla innych leczonych tam chorych, f) Bożena W. w czasie pobytu w tej Klinice pozostawała bez należytej opieki.

W związku z powyższymi zarzutami rewizja wnosi o zmianę zaskarżonego wyroku przez uniewinnienie oskarżonego.

Uzasadnienie prawne

Sąd Najwyższy zważył, co następuje:

Rewizjom obrońców obydwóch oskarżonych, opartym w zasadzie na tych samych podstawach, nie można odmówić słuszności, zwłaszcza wtedy, gdy zarzucają naruszenie prawa materialnego w zakresie określenia postaci winy przyjętej przez Sąd Wojewódzki oraz błąd w ustaleniach faktycznych dotyczących wielu okoliczności istotnych dla oceny prawidłowości postępowania oskarżonych z punktu widzenia zasad sztuki lekarskiej oraz przesłanek odpowiedzialności karnej.

Przed przystąpieniem do szczegółowego rozważenia powyższych zarzutów należy przypomnieć, że - zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego i poglądami doktryny - lekarz może odpowiadać karnie za przestępstwo przeciwko życiu lub zdrowiu pacjenta w związku z zabiegiem leczniczym (rozumianym w szerokim znaczeniu tego pojęcia, tzn. obejmującym diagnozę, terapię i profilaktykę chorób) tylko w razie zawinionego błędu sztuki lekarskiej.

Ustalenie błędu w sztuce lekarskiej zależy od odpowiedzi na pytanie, czy postępowanie lekarza w konkretnej sytuacji i z uwzględnieniem całokształtu okoliczności istniejących w chwili zabiegu, a w szczególności tych danych, którymi wówczas dysponował albo mógł dysponować, zgodne było z wymaganiami aktualnej wiedzy i nauki medycznej oraz powszechnie przyjętej praktyki lekarskiej.

Podobnie muszą być brane pod uwagę wszystkie realia określonego przypadku przy rozstrzyganiu o winie lekarza (w jakiejkolwiek jej postaci), polegającym na odtworzeniu rzeczywistego wewnętrznego procesu motywacyjnego na podstawie faktów zewnętrznych i właściwości osobistych sprawcy.

Na tle powyższych ogólnych uwag oraz poddanych kontroli rewizyjnej stwierdzeń sądu pierwszej instancji, przyjętych za podstawę wyroku skazującego oskarżonych Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. z art. 164 § 1 k.k., na pierwszy plan wysuwa się zagadnienie oceny - od strony przedmiotowej - prawidłowości diagnozy postawionej przez wyżej wymienionych lekarzy IV Kliniki Akademii Medycznej w W. w stosunku do chorej Bożeny W., przywiezionej do tejże Kliniki w godzinach rannych dnia 12 lutego 1970 r. przez karetkę pogotowia ratunkowego (via Szpital nr 8).

Chodzi tu o diagnozę dotyczącą: po pierwsze - stanu ogólnego chorej, tj. stopnia zagrożenia doraźnego jej życiu, po drugie - choroby zasadniczej. Pochodną bowiem tych dwóch rozpoznań były decyzje oskarżonych co do kierunku dalszego postępowania z pacjentką, a w szczególności przekazania jej do specjalistycznego Oddziału Powikłań Pogrypowych Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W. i użytego środka transportu oraz zakresu pomocy lekarskiej udzielonej jej w czasie około 5-godzinnego pobytu w IV Klinice Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W.

Do rozstrzygnięcia powyższych zagadnień, wymagających wiadomości specjalnych, konieczne było zasięgnięcie opinii biegłych z różnych dziedzin medycyny, przy czym skalę trudności tychże zagadnień ilustruje fakt, że w toku całego postępowania karnego, z rewizyjnym włączenie, składały opinie kolejno trzy zespoły biegłych (po jednym w każdym jego stadium), złożone łącznie z 12 lekarzy specjalistów o najwyższych kwalifikacjach i autorytetach, reprezentujących cztery różne ośrodki naukowe (Akademie Medyczne w N., L. i K. - niezależnie od pozasądowej opinii nadesłanej do Sądu Najwyższego przez prof. Leona M.), oraz że poglądy biegłych nie były jednomyślne, a niektóre problemy pozostały do końca dyskusyjne między nimi.

Rozbieżności wystąpiły zwłaszcza w poszerzonym zespole opiniującym w sądzie pierwszej instancji (por. przeciwstawne zdania odrębne prof. Antoniego F. i Mieczysława K.), a Sąd Wojewódzki, oddaliwszy zgodny wniosek prokuratora i obrońców o przeprowadzenie nowej ekspertyzy przez Akademię Medyczną w K., poczynił ustalenia bądź na podstawie stanowiska tych biegłych, które były najbardziej niekorzystne dla oskarżonych, bądź samodzielnie.

Ustalenia te dają się streścić w następujących zasadniczych tezach: chora Bożena W. została przywieziona do tej Kliniki w bardzo ciężkim stanie ogólnym, a zespół objawów występujących w chwili jej pierwszego badania przez drugiego lekarza dyżurnego Ryszarda Jacka Ż. wskazywał na wstrząs, chora w tym stanie nie nadawała się do transportu i należało ją bezwzględnie hospitalizować w tej Klinice, mimo osiągniętej doraźnej poprawy, tj. podniesienia się ciśnienia i chwilowego złagodzenia bólów, transport chorej do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W. został zorganizowany opieszale i nieodpowiednim środkiem, mianowicie karetką przewozową bez asysty lekarza; w czasie oczekiwania na tę karetkę chora pozostawiona została w prymitywnych warunkach sali zabiegowej - bez należytej opieki i właściwego leczenia, ponieważ ograniczono się do podania jej leków objawowych (effortil i morfina) oraz sporadycznych badań przez oskarżonego Ryszarda Jacka Ż. parametrów (ciśnienia, tętna) i zapytywania o jej samopoczucie; niebezpieczeństwo zakażenia grypą grożące ze strony Bożeny W. innym chorym przebywającym w tej Klinice nie było realne tylko prawdopodobne ze względu na "masowy", a nie "wybitnie zakaźny" charakter tej choroby.

Ustalenia powyższe budzą szereg zastrzeżeń przy ich konfrontacji z zebranym w sprawie materiałem dowodowym, a zwłaszcza z wydaną w postępowaniu rewizyjnym - uzupełnionym w trybie art. 402 k.p.k. przez Sąd Najwyższy - opinią pisemną zespołu biegłych z Akademii Medycznej w K., rozwiniętą ponadto ustnie na rozprawie przez członków tegoż zespołu doc. dra Zdzisława M. - Kierownika Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej oraz prof. dra Władysława K. - Kierownika Kliniki Kardiologicznej Instytutu Medycyny Wewnętrznej.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że "ekspertyza z Akademii Medycznej w K." uwzględnia w pełni zagadnienia pominięte lub niedostatecznie czy sprzecznie wyjaśnione przez poprzednich biegłych, a w szczególności wszystkie te okoliczności i warunki, w jakich oskarżeni Stanisław R. i Ryszard Jacek Ż. stawiali swoje diagnozy oraz podejmowali oparte na nich decyzje terapeutyczne, ponadto analizuje wariantowo istniejące wówczas przesłanki prognostyczne, wskazując zarazem na dyskusyjność niektórych problemów i wniosków.

W wyniku kontroli rewizyjnej przytoczonych wyżej ustaleń Sądu Wojewódzkiego dokonanej na podstawie pisemnej i ustnej opinii zespołu oraz biegłych Akademii Medycznej w K., obszernie i przekonująco uzasadnionej, oraz w powiązaniu jej z dokumentacją lekarską i zeznaniami świadków Sąd Najwyższy doszedł do następujących stwierdzeń:

Chora Bożena W. w czasie badania przez oskarżonych wkrótce po przywiezieniu do IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W. nie znajdowała się w stanie wstrząsu, lecz przemijającej zapaści, o czym świadczy fakt, że po jednorazowym podaniu prostego leku w postaci jednej ampułki effortilu nastąpiło u niej wyrównanie ciśnienia, które - mimo ograniczonego w czasie działania tego środka - utrzymało się na prawidłowym poziomie do samego końca jej 5-godzinnego pobytu w tej Klinice (por. własnoręczny zapis oskarżonego Stanisława R. na skierowaniu załączonym do oryginału historii choroby z Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W.) i nie wykazywało rażących odchyleń od normy jeszcze w chwili przyjęcia pacjentki do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W. około godz. 15, a więc po blisko godzinnym jej transporcie (por. zeznanie lekarza dyżurnego izby przyjęć tego Szpitala Danuty O.). Dopiero w 1 1/2 godziny później, tj. o 1610, przy badaniach na Oddziale Powikłań Pogrypowych stwierdzony został znaczny spadek ciśnienia do 70/50, a następnie, pomimo zaaplikowania środków obwodowych o godz. 21, wystąpił i rozwinął się wstrząs.

Niezależnie jednak od wyłączenia wstrząsu u chorej Bożeny W. w czasie jej pobytu w tej Klinice, rozważenia wymaga kwestia rozpoznania przez oskarżonych lekarzy dyżurnych tej Kliniki ówczesnego stopnia doraźnego zagrożenia życia pacjentki, która to diagnoza zaważyła na ich dalszych decyzjach terapeutycznych (z przekazaniem i przewozem do bardziej specjalistycznej placówki służby zdrowia włącznie).

Według pisemnego orzeczenia Akademii Medycznej w K. przy tego rodzaju objawach - wskazówkach diagnostycznych, zestawionych w logiczną całość, jak: kilkudniowa choroba gorączkowa, dwukrotny spadek ciśnienia krwi, obniżona do 35o ciepłota ciała (hipotermia) i przyśpieszenie częstotliwości tętna - można było przewidywać wystąpienie niewydolności krążenia, wobec czego należało podjąć bardziej aktywne postępowanie w stosunku do chorej w formie bądź intensywniejszego jej leczenia w pokoju zabiegowym, bądź możliwie szybkiego przetransportowania karetką "R" lub co najmniej w asyście lekarza do Miejskiego Szpitala Chorób zakaźnych nr 1 w W. Zadowolenie się natomiast podwyższeniem ciśnienia tętniczego krwi, które okazało się nietrwałe w świetle dalszego przebiegu choroby, a zatem pozorną tylko poprawą stanu chorej ocenianego zbyt optymistycznie, stanowi błąd diagnostyczny.

Nie każdy błąd diagnostyczny stwierdzony ex post może być uznany eo ipso za błąd sztuki lekarskiej, który należy oceniać z pozycji ex ante, czyli w zależności od zakresu informacji rzeczywiście posiadanych przez lekarzy stawiających diagnozę czy dostępnych dla nich przy odpowiednim staraniu.

W niniejszej sprawie źródłem informacji dla oskarżonych było: po pierwsze - skierowanie do Miejskiego Szpitala Chorób zakaźnych nr 1 w W. z dnia 11 lutego 1970 r. wystawione przez lekarza pogotowia Krystynę M. z rozpoznaniem laryngitis acuta, wynikiem badania laryngologicznego dokonanego w szpitalu na ulicy M. i odmową przyjęcia tamże, adnotacją bez daty i podpisu o treści: "ciś. 60/40, podano cardiamid, kofeinę", odpowiadającą treści zeznań drugiego lekarza pogotowia Józefa P., wreszcie odręcznym skierowaniem: "na oddz. wewn. wg rejonu", opatrzonym nieczytelną pieczątką i podpisem pochodzącym od lekarza dyżurnego Szpitala nr 8 Danuty T., jak wynika z jej wyjaśnień, po drugie - wywiad z chorą i jej mężem streszczony w raporcie z dyżuru z dnia 12 lutego 1970 r., wskazujący na trwającą od 5 dni chorobę z wysoką gorączką, bólami mięśni, stawów, krtani i przełyku, po trzecie - dokonane osobiście badanie fizyczne chorej, badania pomocnicze (morfologia krwi, EKG) i konsultacja neurologiczna, przy czym zaznaczyć trzeba, że w tym zakresie oskarżeni z własnej inicjatywy przeprowadzili wszystkie możliwe i niezbędne badania.

Bezsporne jest, że lekarze IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W. nie otrzymali wyników badań Bożeny W. przeprowadzonych w izbie przyjęć Szpitala nr 8, uwidocznionych w tamtejszej księdze odmów, ale nie wpisanych do wspomnianego wyżej skierowania przez lekarza Danutę T.

Nie zetknęli się również z lekarzem pogotowia ratunkowego Józefem P., który także nie umieścił w tymże skierowaniu żadnej wzmianki o temperaturze 35o, figurującej tylko w dokumentacji pogotowia ratunkowego.

Tym samym nie można przyjąć założenia, jakoby oskarżeni wiedzieli o dwukrotnej zapaści pacjentki, a zwłaszcza o powtórnym już spadku ciśnienia po krótkotrwałym jego wyrównaniu w czasie badania w Szpitalu nr 8, jak również o wystąpieniu u niej hipotermii.

Szczególnie ta druga okoliczność staje się wątpliwa wobec zasadniczych rozbieżności w informacjach pochodzących od męża chorej Bogdana W. i lekarza pogotowia Józefa P.

Bogdan W. w swojej skardze do Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej pisze o spadku temperatury u żony między godz. 24 a 6 w dniu 12 lutego 1970 r. do 36,7o, co pokrywa się z zapisem z wywiadu co do historii choroby Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W., w toku zeznań u prokuratora mówi o 37o, a na rozprawie relacjonuje obniżenie ciepłoty do 35,6o. Z kolei świadek Józef P. wprawdzie wpisał do swojej dokumentacji jeszcze niższą temperaturę - 35o, lecz na rozprawie podał, że gdy osobiście mierzył chorej temperaturę, nie miała gorączki, nic nie wspominając jednocześnie o tak alarmującym spadku ciepłoty.

W każdym jednak razie, gdyby nawet przyjąć najmniej korzystną wersję, że we wczesnych godzinach dnia 12 lutego 1970 r. u Bożeny W. wystąpiła rzeczywiście hipotermia, brak jakichkolwiek danych, aby objaw ten utrzymywał się czy powrócił w okresie jej pobytu w tej Klinice (przeczą temu oświadczenia dr Marii S. i wyjaśnienia oskarżonych w zestawieniu z opinią prof. Władysława K. o wyczuwalności dotykiem lekarza odchyleń od normalnej ciepłoty).

Wspomnieć w tym miejscu wypada, że - zgodnie z jedną z podstawowych zasad procesu karnego - nie dających się usunąć wątpliwości nie wolno rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego (art. 3 § 3 k.p.k.).

W takim stanie rzeczy należy przyjąć za decydujący drugi wariant opinii biegłych, a mianowicie że stwierdzona w tej Klinice temperatura w granicach 37o radykalnie zmienia sytuację, pozwala bowiem oceniać znacznie lepiej stan chorej oraz złagodzić wymagania co do jej dodatkowego leczenia, przemawiając przeciwko dużemu załamaniu ustroju i świadcząc w powiązaniu z wyrównanym przez kilka godzin ciśnieniem o reakcji obronnej organizmu.

W przytoczonych warunkach, tj. przy zaobserwowanych przez oskarżonych objawach oraz niepełnej i niedokładnej informacji o wcześniejszym stanie chorej, a jednocześnie braku po ich stronie jakichkolwiek zaniedbań w zakresie przeprowadzenia koniecznych badań diagnostycznych, zdaniem Sądu Najwyższego trudno dopatrzyć się błędu sztuki lekarskiej w ocenie przez nich stopnia doraźnego zagrożenia życia pacjentki Bożeny W.

Podobnie przedstawia się problem prawidłowości rozpoznania choroby podstawowej, którą oskarżeni określili jako grypę w stadium wirusemii, podczas gdy wyniki badań sekcyjnych i histopatologicznych - różnie zresztą odczytywanych przez poszczególnych biegłych (inaczej przez prof. Jana G., a inaczej przez prof. Annę U., doc. Zdzisława M. i doc. Kazimierza J.) dają podstawę do stwierdzenia grypy powikłanej zakażeniem bakteryjnym, przy czym przyczyną zejścia śmiertelnego było drobnoogniskowe zapalenie płuc i zapalenie mięśnia sercowego.

Zdaniem biegłych lekarzy Akademii Medycznej w K. dociekanie czynnika etiologicznego nie ma istotnego znaczenia prognostycznego, ponieważ niezależnie od etiologii zapalenia płuc lekarze IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W., musieli z natury rzeczy traktować pacjętkę "jako chorą na grypę, a jako klinicyści nie byli w stanie rozpoznać, czy zaczyna się infekcja bakteryjna".

Z diagnozą dotyczącą choroby podstawowej wiąże się błąd diagnostyczny polegający na nierozpoznaniu przez oskarżonych zapalenia płuc u chorej Bożeny W., którego stwierdzenie zobowiązywałoby do podania jej odpowiedniego antybiotyku, innego rodzaju, niż brała dotychczas.

W tej materii trzeba powiedzieć na wstępie, że przypadek Bożeny W., której od momentu wystąpienia pierwszych objawów grypy była codziennie udzielana pomoc lekarska (z jednodniową tylko przerwą), nastręczał poważne trudności diagnostyczne, ponieważ w różnych okresach różne objawy nasilały się i przesłaniały inne. Świadectwem tego jest np. fakt, że na drugi dzień po stwierdzeniu początków zapalenia płuc przez lekarza rejonowego Urszulę B. (dnia 10 lutego 1970 r.) wezwany lekarz pogotowia ratunkowego Krystyna M. "nie znalazła w płucach żadnych szmerów", natomiast rozpoznała ostre zapalenie krtani, czego nie potwierdziła z kolei lekarka szpitala na ulicy M. Maria K. Również następnego dnia (dnia 12 lutego 1970 r.) dr Józef P. miał kłopoty z wystawieniem diagnozy, chociaż wysłuchał świsty i trzeszczenia w płucach, a wkrótce potem badając chorą Danuta T., lekarz dyżurny szpitala na ulicy S., rozpoznała zapalenie płuc i opłucnej.

Na wspomniane trudności diagnostyczne wskazują również wyraźnie - oprócz rozbieżnych rozpoznań poszczególnych lekarzy mających bezpośredni kontakt z chorą - wypowiedzi biegłych prof. Antoniego F., Mieczysława K., Jana G. oraz świadka Antoniego Ł., który zetknął się z chorą w bardziej już zaawansowanym stadium choroby (godz. 1630 dnia 12 lutego 1970 r.).

Jakkolwiek więc inni lekarze badający Bożenę W. przed i po badaniach przeprowadzonych przez Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. stwierdzili u niej zapalenie płuc, którego natomiast nie rozpoznali oskarżeni, żaden z występujących w sprawie biegłych nie dopatrzył się z tego powodu błędu sztuki lekarskiej po ich stronie ze względu na charakter tego zapalenia (rozsianego, drobnoogniskowego) dającego słabe objawy osłuchowe, zwłaszcza przy przyśpieszonym płytkim oddechu (zespół biegłych pod przewodnictwem prof. Antoniego F.), dalej maskujące działanie morfiny, która wpłynęła na złagodzenie, a nawet wyeliminowanie tych objawów osłuchowych (opinia pisemna Akademii Medycznej w K.), wreszcie wyniki analizy morfologicznej krwi, które nie sygnalizowały stanu zapalnego.

Skoro zaś oskarżeni, z przyczyn mających swe uzasadnienie, nie rozpoznali zapalenia płuc, nie można w konsekwencji uznać za błąd terapeutyczny niepodania antybiotyków w okresie pobytu chorej w tej Klinice.

Nawiązawszy w ten sposób do zagadnienia oceny pomocy terapeutycznej udzielonej chorej w tej Klinice, a poddanej krytyce w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, trzeba zaznaczyć, że rodzaj i zakres tej pomocy, którą należałoby uznać za dostateczną i niezbędną, pozostał do końca kontrowersyjny między biegłymi, reprezentującymi odmienne poglądy co do tego, czy i jakie jeszcze leki należało podać chorej w czasie przedłużającego się oczekiwania na karetkę przewozową poza skutkującymi doraźną poprawę środkami objawowymi, które otrzymała.

Niezależnie od tego, że na wyrażane w owych dyskusjach stanowiska w znacznej mierze ma wpływ pełna znajomość post factum przebiegu choroby i przyczyn zgonu, co podkreślał i prof. Antoni F. i doc. Zbigniew M. na rozprawie rewizyjnej, oraz że już sama różnica zdań wybitnych specjalistów nie pozwala przypisać oskarżonym nieprawidłowości w zakresie terapii - zgodnie z cytowaną już zasadą określoną w art. 3 § 3 k.p.k. - nie można pomijać przy ocenie postępowania oskarżonych okoliczności, której nikt dotychczas nie brał pod uwagę w toku rozważań, o potrzebie bardziej intensywnego działania terapeutycznego. Mianowicie czas dokonania przewozu chorej do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W. nie był z góry wyznaczony na odległą godzinę, a przeciwnie - zamówionego środka transportowego spodziewano się w każdej chwili (por. skargę Bogdana W., w której pisze: "lekarz (...) uspokajał mnie, że karetka zaraz będzie"), mogło zatem wydawać się celowe i zasadne pozostawienie leczenia choroby zasadniczej, według jednolitej koncepcji, właściwemu oddziałowi specjalistycznemu, do którego kierowano pacjentkę, i powstrzymanie się od wkraczania z dalej idącą, z natury rzeczy wypadkową, terapię poza środkami koniecznymi do poprawienia aktualnego stanu chorej przez cały czas systematycznie kontrolowanego, co dowodzi pełnej gotowości do interwencji w razie potrzeby.

Aby wyczerpać całą problematykę związaną z traktowaniem chorej Bożeny W. w tej Klinice, trzeba wskazać jeszcze na nieścisłości zaskarżonego wyroku dotyczące wprawdzie okoliczności drugorzędnych, niemniej jednak interpretowanych przez sąd pierwszej instancji w sensie jednoznacznie ujemnym dla oskarżonych. Chodzi o sformułowania odnoszące się do umieszczenia chorej "w prymitywnych warunkach sali zabiegowej", bez właściwej opieki także ze strony średniego personelu szpitalnego, który "pobyt chorej i jej męża na ten sali uważał za zawadę", a ponadto - "zlecenie kontrolnego badania uczennicy, która tej czynności wykonać nie umiała".

Ze stanowiskiem takim nie można się zgodzić. Jeżeli się bowiem zważy, że motywem postępowania oskarżonych w danym wypadku, o czym jeszcze będzie mowa, była "ochrona epidemiologiczna" pozostałych pacjentów tej Kliniki, cierpiących na ciężkie schorzenia serca, a zamówiony transport zakaźnie chorej Bożeny W. spóźniał się, to nie było innego wyjścia jak jej izolacja na tym etapie przejściowym w formie tymczasowego "umieszczenia samotnie w możliwie małym pokoju, gdzie jest mało osób kręcących się" (por. opinia złożona na rozprawie rewizyjnej).

Zupełnie zaś gołosłowne jest stwierdzenie, nie poparte żadnym konkretnym faktem, z którego miałoby wynikać, że personel pielęgniarski uważał chorą i jej męża za zawadę. Z pokoju zabiegowego wyproszono na korytarz z powodu ciasnoty jedynie dwie koleżanki Bożeny W., przeciwko czemu trudno podnosić jakiekolwiek słuszne zastrzeżenia, zwłaszcza w świetle cytowanej wyżej opinii.

Wreszcie na nieporozumieniu chyba polega zarzut, że Stanisław R. polecił zbadanie ciśnienia sile niewykwalifikowanej, skoro po zorientowaniu się w tym niezwłocznie zmienił polecenie, kierując je do odpowiedniej osoby (por. skargę i zeznania Bogdana W.).

Na marginesie powyższych ustaleń dodać wypadnie, że Sąd Wojewódzki przecenił obiektywizm zeznań świadka Bogdana W. niewątpliwie emocjonalnie bardzo silnie zaangażowanego, co jest całkowicie zrozumiałe i usprawiedliwione jego osobistą tragedią i szeregiem mankamentów służby zdrowia natury organizacyjnej, z którymi się zetknął w czasie choroby żony.

Przeżycia te nie pozostały bez wpływu na zgodność jego relacji z rzeczywistością. Wystarczy przykładowo powołać się na poprzednio już wskazywane rozbieżności co do spadku temperatury u chorej oraz na to, że świadek ten na rozprawie utrzymywał, jakoby żona nigdy nie chorowała, czemu przeczy dokumentacja przychodni rejonowej (m. in. niedawna stosunkowo operacja niemal całkowitego usunięcia tarczycy, częste anginy, bóle stawów itp.), jak również porównać treść jego wywiadu odnotowanego przez lekarza pogotowia ratunkowego Józefa P. w zleceniu wyjazdu, że chora Bożena W. "od kilku lat leczy się na wadę wrodzoną serca (...)", podczas gdy w toku przesłuchania przed sądem podał, iż żona "nigdy się na bóle serca nie skarżyła i nie leczyła się", a lekarz rejonowy Urszula B. zeznała w tej kwestii: "pani Bożena W. skarżyła się na bóle serca w okresie ciąży, były to dolegliwości typu nerwicowego (...), nie miała wady serca."

Następną kwestią wymagającą omówienia jest organizacja transportu chorej i wybór nieodpowiedniego środka przewozowego.

Tu zasadniczy błąd w ustaleniach polega na obarczeniu oskarżonych zarzutem 2,5 godzinnej zwłoki w wezwaniu karetki, które nastąpiło dopiero o godz. 1218, przy czym Sąd Wojewódzki nie uwzględnił faktu, że Klinika ta nie rozporządza własnym taborem, lecz uzależniona jest od pogotowia ratunkowego, a to z kolei rządzi się własnymi zasadami segregacji zgłoszeń przy ustalaniu kolejności ich realizacji (por. pismo z dnia 2 lutego 1973 r. w aktach SN), ponadto przeoczył fakt, że o godz. 1218 wezwanie karetki wyszło od lekarza dyżurnego izby przyjęć IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W., do którego Stanisław R. skierował telefonicznie polecenie zamówienia karetki przewozowej znacznie wcześniej. Okoliczność tę potwierdzają świadkowie Bogdan W. i Krystyna R., na których indagacje około godz. 1130 (pierwsza) i około godz. 12 (następna) oskarżony odpowiedział, że już "zadzwonił po karetkę", że "karetka została wezwana".

Mankamentem - obecnie nie do naprawienia - jest, że nie starano się wyjaśnić przede wszystkim w postępowaniu przygotowawczym, a ewentualnie jeszcze w toku przewodu sądowego pierwszej instancji przyczyn opóźnienia wezwania karetki przez izbę przyjęć, które nie może obciążać oskarżonych.

Poza tym Sąd Wojewódzki, rozważając ten problem, błędnie zestawił godzinę wezwania karetki z uzyskaną na około 2,5 godziny wcześniej poprawą ciśnienia tętniczego krwi u chorej po podaniu jej leku, które to podanie leku następnie również błędnie przyjmuje na godz. 1030, podczas gdy effortil i morfinę chora otrzymała niezwłocznie po zbadaniu przez oskarżonego Ryszarda Jacka Ż., czyli około godz. 9, dalszy zaś czas do godziny co najmniej 1030 wypełniły badania pomocnicze (EKG, morfologia krwi) oraz konsultacje z neurologiem i lekarzem dyżurnym izby przyjęć Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W., po czym dopiero - po ustaleniu ostatecznej diagnozy i zapewnieniu miejsca na Oddziale Powikłań Pogrypowych - zapadła decyzja przekazania chorej na ten Oddział, a następnie polecenie wezwania karetki.

W świetle tych faktów nie można przypisać oskarżonym opieszałości, zwłaszcza że pozostawałaby ona w oczywistej logicznej sprzeczności z chęcią "pozbycia się" pacjentki zagrażającej otoczeniu czy "zawadzającej", jak sugerował wyrok sądu pierwszej instancji.

Analizując krytyczne stanowisko niektórych biegłych, a także sądu pierwszej instancji w kwestii decyzji transportu chorej z tej Kliniki do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W. nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zaciążyła na tym stanowisku długotrwałość przewozu z ulicy L. na ulicę W., spowodowana okolicznościami zaistniałymi oraz znanymi później i niezależnymi od oskarżonych oraz nie dającymi się z góry przewidzieć, mianowicie zaniedbaniem pracownika szpitalnego (noszowego), który nie przekazał sanitariuszowi karetki pogotowia skierowania do szpitala, wobec czego musiano zawrócić z drogi, oraz naleganiami chorej na powolną jazdę, co doprowadziło do tego, że trwała ona w sumie kilkadziesiąt minut. O takim sugerowaniu się czasem ostatniego transportu świadczy przeciwstawianie mu kilkuminutowego poprzedniego przejazdu ze szpitala na ulicy S. do tej Kliniki, mimo że ta ostatnia trasa w rzeczywistości jest nawet nieco dłuższa (por. pismo Zarządu Dróg i Mostów z dnia 4 czerwca 1973 r. nadesłane jako odpowiedź na zapytanie Sądu Najwyższego); a zatem normalnie wnioskując, nie powinno być różnic w czasie obu przejazdów.

W związku z powyższym jedyna niewłaściwość w zakresie transportu chorej, do której należało sprowadzić i ograniczyć ustalenie błędu w postępowaniu oskarżonego Stanisława S., polegała na zadysponowaniu karetki przewozowej, nie zapewniającej pacjentce ciągłości opieki lekarskiej w drodze do Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W.

Błąd ten jednak wynikał z wcześniejszego nieprawidłowego rozpoznania ogólnego stanu chorej, uwarunkowanego niepełną i niedokładną informacją o przebiegu choroby w ostatnich kilku godzinach przed przybyciem do tej Kliniki oraz poprawą istotnych z punktu widzenia prognozy objawów (wyrównanie ciśnienia i ciepłota ciała w granicach 37°), o czym wyżej była mowa.

Na koniec w świetle obszernie umotywowanej opinii Akademii Medycznej w K. zupełnie dowolna i bezzasadna okazała się teza Sądu Wojewódzkiego o braku "realnego niebezpieczeństwa" zarażenia grypą innych chorych przebywających na leczeniu w tej Klinice oraz mniej groźnym charakterze grypy w porównaniu z innymi chorobami zakaźnymi.

O istnieniu zagrożenia dla otoczenia ze strony chorej Bożeny W. wypowiedzieli się już - zresztą zgodnie - przesłuchiwani w sądzie pierwszej instancji biegli: prof. Mieczysław K. i prof. Antoni F., a spór między nimi sprowadzał się w istocie do wyboru określonej drogi postępowania w sytuacji kolizyjnej.

Z kolei według ostatniej ekspertyzy:

po pierwsze - infekcja grypowa stwarza poważne niebezpieczeństwo dla życia głównie osób okazujących obniżoną odporność ogólną, a m. in. ciężko chorych, do których niewątpliwie zaliczali się pacjenci tej Kliniki (por. pismo IV Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w W.) z dnia 2 listopada 1971 r., z którego wynika, że w dniu 12 lutego 1970 r. przebywało tam m. in. 4 chorych na zewnętrznej stymulacji serca, 9 chorych ze świeżym zawałem serca, 5 z zaburzeniami rytmu oraz 14 chorych z niewydolnością krążenia, panująca zaś w 1970 r. epidemia grupy odznaczała się bardzo wysoką, bo trzykrotnie wyższą niż w poprzednich latach śmiertelnością, i to właśnie wśród osób starszych i schorowanych;

po drugie - "najwłaściwszą instytucją dla leczenia Bożeny W. był istotnie Oddział Powikłań Pogrypowych Miejskiego Szpitala Chorób Zakaźnych nr 1 w W.", o którego otwarciu, nawiasem mówiąc, nie wiedzieli ani lekarz dyżurny szpitala na ulicy S. Danuta T., ani lekarz pogotowia ratunkowego Józef P.

Jeżeli w tej sytuacji, w obliczu kolizji interesów, oskarżeni Stanisław R. i Ryszard Jacek Ż. dokonali wyboru w ich przekonaniu najwłaściwszego, mianowicie odmówili pozostawienia chorej Bożeny W. w tej Klinice w obawie przed zarażeniem grypą tamtejszych pacjentów, a jednocześnie po udzieleniu jej doraźnej pomocy i uzyskaniu poprawy stanu ogólnego skierowali ją do innej bardziej odpowiedniej i dla leczenia takich właśnie przypadków zorganizowanej placówki służby zdrowia - przy czym to ich stanowisko podzielili wybitni specjaliści (prof. Mieczysława K., Władysława K., prof. Leon M.) - to poza wszystkimi innymi argumentami dotychczas przytoczonymi, przemawiającymi przeciwko uznaniu za błąd sztuki lekarskiej tej decyzji, należy stwierdzić, że wypełnia ona całkowicie warunki przewidziane w "klauzuli ekskulpacyjnej" (art. 164 § 1 k.k.) niezależnie od drugorzędnego faktu, iż pozostaje w zgodzie z treścią § 15 regulaminu izby przyjęć.

O tym zaś, że powoływanie się oskarżonych na to niebezpieczeństwo nie stanowi "przyjętej przez nich taktyki obronnej", jak uznał Sąd Wojewódzki, lecz iż je dostrzegali od razu, oraz że ono było motywem ich działania, świadczy wypowiedź oskarżonego Stanisława R. do interweniujących za pozostawieniem chorej w tej Klinice koleżanek Bożeny W., relacjonowana na rozprawie przez jedną z nich - świadka Krystynę R. ("nie będziemy zarażali Oddziału").

Wszystkie dotychczasowe rozważania dotyczyły kategorii obiektywnej i w konkluzji prowadzą do wniosku, że przyjęcie błędu sztuki lekarskiej po stronie lekarzy Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. nie znajduje dostatecznych podstaw w materiale dowodowym, a co najmniej jest bardzo wątpliwe.

Należy także zaznaczyć, że sytuacja oskarżonego Ryszarda Jacka Ż. przedstawia się odmiennie dlatego, że jako drugi lekarz dyżurny był podporządkowany decyzjom wiodącego pierwszego lekarza dyżurnego, tj. oskarżonego Stanisława R., ponadto ze względu na zaabsorbowanie ciężkimi zabiegami przy innych chorych, które osobiście wykonywał albo w których uczestniczył na pododdziale reanimacji, po godz. 10 nie brał już żadnego udziału w opiece nad chorą Bożeną W., a więc wszystkie kwestie związane z jej leczeniem i organizowaniem transportu w tym okresie jego osoby nie dotyczą.

Gdyby jednak nawet błąd sztuki lekarskiej został w sposób niewątpliwy dowiedziony obydwu oskarżonym, pozostaje do rozstrzygnięcia kwestia podmiotowej przesłanki ich odpowiedzialności, czyli winy.

W tym zakresie zaskarżony wyrok dotknięty jest zasadniczym uchybieniem, mianowicie Sąd Wojewódzki, przyjmując umyślną winę oskarżonych w postaci zamiaru ewentualnego, wadliwie określił jej znamiona, mieszając elementy dwóch różnych jej rodzajów, a mianowicie umyślności i nieumyślności, w ten sposób, że połączył "powinność przewidywania" (niedostatecznej pomocy i przyczynienia się dalszego transportu chorej do pogorszenia jej stanu) z "godzeniem się" (na powyższą alternatywę), przez co naruszył przepis art. 7 § 1 i 2 k.k. Ponadto przyjmując, że oskarżeni godzili się z opisanym stanem rzeczy, nie wskazał zupełnie, na jakich konkretnych przesłankach opiera swój wniosek o tego rodzaju przebiegu procesu motywacyjnego u tychże oskarżonych.

Tymczasem, jak to już niejednokrotnie podkreślił Sąd Najwyższy w swoich orzeczeniach, zamiaru ewentualnego nie można ani się domyślać, ani domniemywać, lecz musi on wynikać z konkretnych faktów ocenianych w powiązaniu z całokształtem okoliczności danej sprawy oraz z właściwościami osobistymi sprawcy, jego stosunkiem do pokrzywdzonego itp., bo przecież wkracza się z ustaleniami w niedostrzegalną zewnętrznie domenę psychiki oskarżonego.

W niniejszym wypadku przy uwzględnieniu całej szczegółowo przedstawionej obiektywnej sytuacji, motywów działania oskarżonych oraz charakterystyki ich osobowości, wynikającej z licznych dokumentów załączonych do akt (zwłaszcza opinii zawodowych i listów od pacjentów nadsyłanych spontanicznie po opublikowaniu sprawy), które to dokumenty świadczą o dotychczasowym rzetelnym wypełnianiu obowiązków, wiedzy i kwalifikacjach oraz właściwym stosunku do chorych, nie można doszukać się jakichkolwiek elementów umyślnego bezprawnego działania lub zaniechania w postępowaniu z pacjentką Bożeną W.

Brak umyślności zaś wyłącza kwalifikację z art. 164 § 1 k.k. przyjętą w zaskarżonym wyroku.

Nie może mieć również zastosowania wnioskowana przez prokuratora w ustnym wystąpieniu na rozprawie rewizyjnej kwalifikacja z art. 163 k.k., przewidującego zarówno umyślne, jak i nieumyślne pozostawienie w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia osoby, względem której sprawca ma obowiązek troszczenia się.

Znamionom czynności wykonawczej określonej w art. 163 k.k., a polegającej na biernym zachowaniu się sprawcy, absolutnie nie odpowiada postępowanie oskarżonych, wyrażające się w aktywnej postawie wobec chorej przywiezionej do tej Kliniki w czasie ich dyżuru, na którą to postawę składało się: przeprowadzenie wszystkich potrzebnych badań i konsultacji, podanie leków skutkujących poprawę stanu ogólnego, systematyczne kontrolowanie parametrów przez cały czas pobytu chorej pod ich opieką, wreszcie skierowanie do innego specjalistycznego oddziału.

W tym stanie rzeczy Sąd Najwyższy dopatrując się błędu w ustaleniach faktycznych i obrazy prawa materialnego w zaskarżonym wyroku, a zarazem uznając, że materiał dowodowy po jego uzupełnieniu w instancji rewizyjnej daje pełne podstawy do ostatecznego merytorycznego rozstrzygnięcia, zmienił orzeczenie Sądu Wojewódzkiego i uniewinnił oskarżonych Stanisława R. i Ryszarda Jacka Ż. od stawianych im zarzutów.

Na tle tej sprawy nasuwa się szereg spostrzeżeń i refleksji, którym Sąd Najwyższy uważał za stosowne i celowe dać wyraz w uzasadnieniu swego wyroku.

Oto upowszechnienie opieki lekarskiej dzięki rozwojowi społecznej służby zdrowia, ogromny postęp nauk medycznych i wielkie osiągnięcia praktyki lekarskiej powodują z jednej strony wzrost wymagań w stosunku do lekarzy, a zarazem wzrost wiary w możliwość uratowania nawet najcięższych przypadków, z drugiej zaś strony sprawiają, że każde niepowodzenie w zakresie terapii, szczególnie połączone z zejściem śmiertelnym pacjenta, wyzwala zrozumiałą skłonność, przede wszystkim w gronie osób najbliższych pacjentowi, doszukiwania się przyczyn w karygodnym, indywidualnie zawinionym postępowaniu lekarzy z chorym. Poglądy te i towarzyszące im emocje udzielają się niejednokrotnie opinii społecznej, która zasadnie domaga się wyjaśnienia sprawy przez kompetentne organy, w tym organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości, które obowiązane są analizować oraz rozstrzygać każdy przypadek w sposób maksymalnie obiektywny i odbarwiony z emocji oraz na podstawie wszystkich realiów konkretnej sprawy.

W przypadku Bożeny W., której w ciągu sześciodniowej choroby udzielało pomocy kolejno aż 11 lekarzy, reprezentujących różne jednostki organizacyjne służby zdrowia (przychodnia rejonowa, pogotowie ratunkowe, różne szpitale), skumulowało się szczególnie wiele ujemnych zjawisk natury obiektywnej i subiektywnej w funkcjonowaniu służby zdrowia, które zaciążyły na tej sprawie, mimo że nie pozostają w związku przyczynowym z zejściem śmiertelnym pacjentki.

Niewątpliwie szereg obiektywnych trudności wynika z niedostatku bazy materialnej lecznictwa uspołecznionego oraz stale zwiększających się zadań, co jest przedmiotem troski władz politycznych i państwowych oraz całego społeczeństwa, a jednocześnie przedmiotem wysiłków przez nie podejmowanych w kierunku radykalnej i możliwie szybkiej poprawy. Trudności tego rodzaju dają znać o sobie i potęgują się w okresie epidemii, na co zwraca uwagę ekspertyza Akademii Medycznej w K.

Obok tego jednak istnieją błędy, głównie natury organizacyjnej, które dadzą się stosunkowo łatwo wyeliminować staraniem odpowiednich ogniw służby zdrowia i jej pracowników.

Do tych negatywów, które wystąpiły w niniejszej sprawie, zaliczają się: uchybienia w zakresie rejestracji zgłoszeń wizyt domowych, przy których niedopatrzenie niezwłocznego zwrotu karty pacjenta przez lekarza wizytującego udaremniło realizację zgłoszenia, odmowy ze strony pogotowia ratunkowego, spółdzielni lekarskiej i prywatnego lekarza przybycia na wezwanie męża chorej, których przyczyny nie znalazły dostatecznego odbicia w aktach, nieprecyzyjność i niedokładność dokumentacji lekarskiej, nie odzwierciedlającej należycie wszystkich stwierdzonych objawów i wyników badań, brak ciągłości informacji między poszczególnymi lekarzami, dokonującymi kolejnych badań chorego w różnych placówkach służby zdrowia, przewlekła procedura zamawiania transportu przez szpital w pogotowiu ratunkowym i brak koordynacji czy odpowiedniego systemu uzgadniania "pilności" przewozów, o której decyduje jednostronnie pogotowie, szorstkość i odruchy zniecierpliwienia personelu służby zdrowia w stosunku do osób towarzyszących chorej, wywołujące słuszne rozgoryczenie i rzucające niepotrzebnie cień na ogólnie pozytywny obraz ciężkiej i ofiarnej pracy lekarzy i kadry pielęgniarskiej.

Z powyższych przykładów władze administracyjne i pracownicy służby zdrowia powinni wyciągnąć odpowiednie wnioski dla usprawnienia i podniesienia na wyższy poziom swojej działalności.