Orzeczenia sądów
Opublikowano: OSNKW 1974/4/61

Wyrok
Sądu Najwyższego
z dnia 31 października 1973 r.
II KR 139/73

UZASADNIENIE

Skład orzekający

Przewodniczący: sędzia dr T. Majewski. Sędziowie: F. Karolus (sprawozdawca), Z. Ziemba.

Prokurator Prokuratury Generalnej: dr F. Prusak.

Sentencja

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu sprawy Jana K., oskarżonego z art. 148 § 1 k.k. w związku z art. 22 § 3 k.k., z powodu rewizji wniesionej przez oskarżonego od wyroku Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu z dnia 27 stycznia 1973 r.

zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że oskarżonego uniewinnił od przypisanego mu czynu, a kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa.

Uzasadnienie faktyczne

Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu z dnia 27 stycznia 1973 r. Jan K. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności za przestępstwo określone w art. 148 § 1 k.k. w związku z art. 22 § 3 k.k., popełnione w ten sposób, że dnia 17 września 1972 r. w S. broniąc się przed atakującym go Aleksandrem O., przekraczając jednak znacznie granice obrony koniecznej, w zamiarze pozbawienia życia tegoż Aleksandra O. uderzył go nożem w klatkę piersiową, powodując u niego ranę kłutą połączoną z uszkodzeniem prawego płuca i tętnicy głównej z następowym wylewem krwi do worka osierdziowego oraz jamy opłucnowej, w następstwie czego Aleksander O. zmarł.

Wyrok ten zaskarżył oskarżony rewizją, w której zarzucił błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę wyroku polegający na uznaniu, że oskarżony przekroczył granice obrony koniecznej, podczas gdy w świetle wyników przewodu sądowego obrona zastosowana przez oskarżonego była współmierna do zagrożenia, i wniósł o zmianę wyroku oraz uniewinnienie oskarżonego.

Uzasadnienie prawne

Sąd Najwyższy zważył, co następuje:

Przyjmując, że oskarżony przekroczył granice obrony koniecznej, Sąd Wojewódzki wyszedł z założenia, iż pokrzywdzony i oskarżony byli w podobnej kondycji fizycznej; skoro zatem pokrzywdzony atakował oskarżonego nie mając w ręku żadnego niebezpiecznego narzędzia, nie zachodziła potrzeba użycia przez oskarżonego do odparcia tego zamachu noża.

Uznając kondycję fizyczną oskarżonego i pokrzywdzonego za podobną, Sąd Wojewódzki z obrazą art. 357 k.p.k. pominął opinię organów MO, z której wynika, że Aleksander O. trenował boks, był dobrze zbudowany, ważył 77 kg, uchodził za silnego i były wypadki pobicia przezeń innych osób, ale poszkodowani nie zgłaszali się do komisariatu MO z obawy przed powtórnym pobiciem.

Jak wynika z wyjaśnień oskarżonego, powyższa opinia o pokrzywdzonym była mu znana, i dlatego w czasie zajścia w dniu 17 września 1972 r. jego jednego się obawiał. Obawa ta nie była bezpodstawna, skoro pokrzywdzony jednym ciosem przewrócił na ziemię świadka Zdzisława W., łamiąc mu przy tym nos, a następnie przewrócił na ziemię okarżonego.

Jak to prawidłowo ustalił Sąd Wojewódzki, "zachowanie się oskarżonego od momentu jego przybycia do miejscowości S. nie odbiegało od przyjętych reguł postępowania. Oskarżony zachowywał się poprawnie, nie wszczynając z nikim zatargów, sprzeczek czy burd".

W przeciwieństwie do tego "zajście z oskarżonym, którego następstwem była śmierć Aleksandra O., wszczął sam Aleksander O. bez jakichkolwiek racjonalnych powodów (...); właśnie nie kto inny, lecz Aleksander O. przejawiał zdecydowanie agresywną postawę wobec oskarżonego". Aleksander O., będąc przekonany, że był u "siebie" (na terenie wsi, w której zamieszkiwał) oraz że miał za sobą aktywnie uczestniczącego w zajściu świadka Jana S., który w każdej chwili mógł udzielić mu pomocy, nie przyjmował w ogóle do wiadomości nawoływania oskarżonego do zaprzestania ataku, jak też jego ostrzeżeń, że "jeśli nie zaprzestanie, to wsadzi mu kosę". Mimo takiego zachowania się oskarżonego Jana K. Aleksander O. nachalnie dalej napierał na niego, chcąc się w sposób zdecydowany i ostateczny z nim rozprawić.

Jeżeliby nieżyjący obecnie Aleksander O. nie wszczął tego zajścia z oskarżonym albo posłuchał nawołującego oskarżonego do zaprzestania ataku na jego osobę, to do tego zajścia by w ogóle nie doszło albo zakończyłoby się na pobiciu oskarżonego, gdyż oskarżony sam nie wykazywał żadnej agresywności wobec Aleksandra O.

W świetle tych - zgodnych z zebranym materiałem dowodowym i prawidłowych - ustaleń nie można odmówić słuszności rewizji oskarżonego, że Sąd Wojewódzki dopuścił się błędu w rozumowaniu, uznając, iż oskarżony przekroczył granice obrony koniecznej.

Jeżeli się uwzględni, że pokrzywdzony miał przewagę fizyczną nad oskarżonym, że oskarżony nie mógł liczyć na obronę ze strony swoich kolegów, że pokrzywdzony miał do pomocy jeszcze świadka Jana S. oraz że po agresywności, jaką wykazywał pokrzywdzony, oskarżony mógł się spodziewać najgorszego, a więc ciężkiego pobicia, a nawet pozbawienia życia, to należy uznać, iż w danych warunkach nie miał możności innej obrony jak posłużenie się nożem.

Przed użyciem noża oskarżony ostrzegł pokrzywdzonego, że w razie ataku ze jego strony będzie się tym nożem bronił, a więc uczynił ze swej strony wszystko, aby nie dopuścić do tej ostateczności.

Przewód sądowy nie dostarczył wreszcie dowodów, że oskarżony posługując się nożem działał z zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym pozbawienia życia pokrzywdzonego. Jak wynika z opinii biegłego Józefa S., przebieg kanału rany pokrzywdzonego od strony prawej ku lewej mniej więcej poziomo i nieco od przodu ku tyłowi jest nietypowy dla ran kłótych serca zadanych przez osoby drugie. Wobec tego nie da się wyłączyć, że do otrzymania takiej rany przyczynił się pokrzywdzony, doskakując do oskarżonego trzymającego nóż w ręce, co także ma znaczenie dla oceny zachowania się oskarżonego.

Mając powyższe na względzie oraz nienaganne dotychczas życie oskarżonego i pozytywne o nim opinie zarówno z miejsca zamieszkania, jak i pracy, a także to, że oskarżony znalazł się w przymusowej sytuacji bez swej winy, uznał Sąd Najwyższy, iż oskarżony nie przekroczył granic obrony koniecznej, i dlatego zaskarżony wyrok zmienił, uniewinniając na podstawie art. 22 § 1 k.k. oskarżonego.

W związku z końcowymi motywami zaskarżonego wyroku, które budzą zastrzeżenia, należy zauważyć, że napadnięty ma prawo do obrony, i jeżeli działając w jej granicach nawet pozbawi życia napastnika, czyn jego nie tylko nie jest przestępstwem, lecz także nie może być uznany za naganny w kategoriach etycznomoralnych. Napastnik, który przedsiębierze działanie, stanowiące bezpośredni bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro społeczne lub jakiekolwiek dobro jednostki, musi sobie samemu przypisać winę za szkody, jakie poniesie z rąk osób działających w obronie koniecznej. Stanowisko to jest wyrazem obowiązującego prawa stojącego na straży porządku i bezpieczeństwa publicznego, odpowiada społecznemu poczuciu sprawiedliwości oraz jest zgodne z zasadami etyki i moralności obowiązującymi w PRL (...).