I ACa 2305/15 - Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie

Orzeczenia sądów
Opublikowano: LEX nr 2084127

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 23 czerwca 2016 r. I ACa 2305/15

UZASADNIENIE

Skład orzekający

Przewodniczący: Sędzia SA Beata Kozłowska.

Sędziowie: SA Dorota Markiewicz (spr.), SO del. Agnieszka Wachowicz-Mazur.

Sentencja

Sąd Apelacyjny w Warszawie I Wydział Cywilny po rozpoznaniu w dniu 23 czerwca 2016 r. w W. na rozprawie sprawy z powództwa A. R. (1) przeciwko M. w W. i M. P. K. J. III w W. (poprzednio M. P. w W.) z udziałem interwenientki ubocznej po stronie powoda M. G. o zapłatę i wydanie na skutek apelacji pozwanego M. w W. od wyroku częściowego Sądu Okręgowego w W. z dnia 27 maja 2013 r., sygn. akt I C 1965/02;

oddala apelację.

Uzasadnienie faktyczne

Pozwem z dnia 6 lipca 1999 r. A. R. (1) wniósł o nakazanie M. w W. wydania spadkobiercom A. B. księgozbioru składającego się z pozycji, które pozwany określi w trybie art. 459 § 1 k.c. W uzasadnieniu powód wskazał, że A. B. był właścicielem (...) przejętego na rzecz Skarbu Państwa w 1944 r. w trybie reformy rolnej. Wraz z majątkiem ziemskim na rzecz Skarbu Państwa przejęto w oparciu o przepisy wykonawcze dekretu o reformie rolnej ocalałe wyposażenie pałacu w W., w tym księgozbiór, który w części 1.551 dzieł w 1.959 tomach przejęło M. w W.

O uwzględnienie powództwa wnosiła także interwenientka uboczna po stronie powodowej M. G.

Pozwane M. w W. wniosło o oddalenie powództwa.

Postanowieniem z dnia 5 sierpnia 2004 r. Sąd na podstawie art. 194 § 1 k.p.c. wezwał do udziału w sprawie w charakterze pozwanego M. P. w W., które również wniosło o oddalenie powództwa.

Pozwani podnieśli w szczególności zarzut nieudowodnienia, że wskazane przedmioty stanowiły własność A. B., zarzut nabycia własności przez stronę pozwaną, które to nabycie wywodzili z szeregu różnorodnych podstaw prawnych, a także zgłosili zarzut przedawnienia.

M. w W. wskazało w toku procesu, że średniowieczne rękopisy i księgi iluminowane - łącznie 15 pozycji - zostały przezeń bezpowrotnie utracone. Wobec takiego oświadczenia strony pozwanej, powód pismem z dnia 13 września 2006 r. wniósł o zasądzenie od M. w W. odszkodowania w wysokości wartości rynkowej utraconych rękopisów. Ostatecznie pismem z dnia 29 września 2011 r. powód wniósł o zasądzenie od obu pozwanych na swoją rzecz kwoty 750.000 zł wraz z odsetkami od dnia 4 lutego 2009 r. do dnia zapłaty.

Wyrokiem częściowym z dnia 27 maja 2013 r. Sąd Okręgowy w W. od M. w W. na rzecz powoda kwotę 83.333,33 zł wraz z ustawowymi odsetkami od dnia 28 maja 2013 r. do dnia zapłaty i oddalił powództwo odszkodowawcze w pozostałym zakresie.

Sąd ustalił, że właścicielem (...) inw. (...), składającego się z dóbr W., dóbr Z. i dóbr C. był A. M. J. B., który zmarł dnia 2 grudnia 1947 r. w O. A. R. (2) jest jego dalszym spadkobiercą w 1/9.

W dniu 12 września 1944 r. rodzina B., za wyjątkiem B. i L. R., została ewakuowana z W. przez wojska węgierskie do N., skąd w dniu 23 stycznia 1945 r. wywieziona została przez wojsko radzieckie do M. Do Polski rodzina B. wróciła na jesieni 1947 r. W. został wyzwolony spod okupacji niemieckiej w dniu 17 stycznia 1945 r. Już w dniu 19 stycznia 1945 r. w W. pojawił się kierownik Referatu Kultury i Sztuki w Urzędzie Powiatowym W. - powiat, który sporządził protokół wizytacji (...). Następnie protokołem nr (...) z dnia 4 lutego 1945 r. dokonano przejęcia na rzecz Skarbu Państwa na cele reformy rolnej majątku W. Ustną decyzją Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych zostały przyznane na własność M. w W. ośrodek zabytkowy w W., park w M. i pałac z parkiem w N.

Ponieważ M. po II wojnie światowej nie posiadało nowych inwentarzy, całość parków, budowli zabytkowych, wyposażenia wnętrz, pracowni konserwatorskich, biblioteki i eksponatów muzealnych przejęta została w dniu 10 stycznia 1946 r. przez K. Z. "na zasadach normalnie w muzealnictwie przyjętych i praktykowanych, to znaczy na podstawie znajomości instytucji i jej stanu posiadania oraz wizji lokalnej, w wyniku której cały zasób przejął bez żadnych zastrzeżeń".

Orzeczeniem z dnia 30 marca 1948 r. postanowiono zwrócić wdowie po A. B. B. B. (3) część ruchomości, które nie podlegały przejęciu na rzecz Skarbu Państwa z majątku W. W dniu 2 października 1948 r. zebrała się Komisja celem dokonania ostatecznej klasyfikacji przedmiotów znajdujących się w byłym majątku W., a w szczególności ustalenia, czy przedmioty, których wydania domagała się B. B. (3), stanowią część urządzenia pałacu i zabudowań dworskich, potrzebnego do celowego używania tych budynków zgodnie z ich przeznaczeniem. Orzeczeniem z dnia 15 lutego 1949 r., po rozpoznaniu odwołania B. B. (3) od orzeczenia Urzędu Wojewódzkiego, Ministerstwo Rolnictwa i Reform Rolnych utrzymało w mocy zaskarżone orzeczenie.

Sąd Okręgowy ustalił, że przejęte przez Państwo przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej zostały w szczególności średniowieczne rękopisy i księgi iluminowane, łącznie 15 pozycji, oznaczone symbolami: W. (...) (nr V. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr V. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) ((...) B. W.), W. (...) ((...) B. W.), W. (...) (nr V. B. W.), W. (...) (nr V. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr X. B. W.), W. (...) (nr I. B. W.), które następnie w 1953 r. zostały wydane kustoszowi B. T. (1) i nie zostały przez niego nigdy zwrócone. Sąd ten przyjął też, że w dniu 2 lutego 1966 r. pobrane przez B. T. (1) pozycje wpisane zostały do inwentarza wilanowskiego jako zaginione. Pomimo tego zostały one formalnie uwzględnione w protokole zdawczo - odbiorczym w chwili podziału M. jako przekazane M. P. w W. Zaginięcie tych przedmiotów zostało zgłoszone przez M. Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście, która postanowieniem z dnia 19 lipca 2001 r. umorzyła postępowanie, w uzasadnieniu, stwierdzając, że aktualnie trudno jest jednoznacznie stwierdzić przyczynę zaginięcia dóbr kultury, jak również wskazać osoby odpowiadające za ten stan.

Protokołem zdawczo - odbiorczym z dnia 10 grudnia 1996 r. M. w W. przekazało część mienia powstałemu w wyniku podziału M. P. w W. W dniu 11 lutego 1997 r. zawarty został aneks do tego protokołu. Protokołem przekazania z dnia 21 maja 1997 r. M. w W. przekazało M. P. w W. nieodpłatnie kolejne 727 pozycji. W dniu 9 lutego 2001 r. zawarty został aneks do Protokołu zdawczo - odbiorczego, którym przekazano albumy fotograficzne, rękopisy, grafiki i rysunki.

Średnia wartość utraconych rękopisów i ksiąg wynosi 344.000 USD, czyli 1.118.004 zł. Sąd Okręgowy ustalił ją w drodze opinii biegłych z Biblioteki Narodowej w W. Podstawą ich wyceny były źródła pośrednie (wobec braku obiektów tej wyceny), w szczególności opisy zawarte w publikacji W. S. "Przewodnik po zbiorze rękopisów wilanowskich", prezentujące stan wiedzy z I połowy XIX wieku. Jako element porównawczy przyjęto ceny, jakie osiągały podobne pod względem treści i wykonania rękopisy lub druki na aukcjach w latach 2001 - 2011 w trzech najbardziej prestiżowych domach aukcyjnych: B., C.'s i S.'s. Nie uwzględniono rynku krajowego, gdyż praktycznie nie istnieje. Biegli w opinii uzupełniającej szczegółowo opisali metodę obliczeń i wzór, którym się posługiwali, w tym wskazali, że odrzucali porównywalne obiekty, za które uzyskano ceny rażąco odbiegające od charakterystycznych dla całej grupy.

Sąd Okręgowy nie znalazł podstaw do wyłączenia Biblioteki Narodowej na wniosek strony pozwanej z uwagi na fakt, że przyjęła ona dar powoda w postaci zbioru książek. Podniósł, że wybór tej placówki był wstępnie konsultowany ze stronami w dniu 7 listopada 2011 r. Sąd podkreślił, że Biblioteka Narodowa ponosi koszty związane z przyjęciem ofiarowanego jej zbioru, a także dostrzegł, że jako instytucja publiczna, podobnie jak pozwani odpowiada za ochronę dóbr kultury w Polsce.

Zdaniem Sądu zostało udowodnione, że A. B. we wrześniu 1944 r. był właścicielem przedmiotowych rękopisów iluminowanych i ksiąg. Zasadnicze znaczenie w tym zakresie mają zapisy w inwentarzu, gdzie jako źródło pochodzenia obiektów wskazano bibliotekę podworską w W. Nie ma podstaw, aby przyjąć, że w okresie od 1945 r. do 1950 r. na terenie M. w W. znalazły się także rękopisy iluminowane pochodzące z jakiegokolwiek innego dworu lub innej biblioteki. Brak jakichkolwiek dowodów świadczących o innej ich proweniencji. Nigdy też osoby trzecie, spoza rodziny B., nie zgłaszały roszczeń do tych dóbr.

Wedle Sądu Okręgowego legitymację bierną w zakresie roszczenia odszkodowawczego zachowało M. w W., mimo treści zarządzenia (...) Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. w sprawie podziału M. w W. i zmiany jego statutu (Dz. Urz. MKiS Nr 3, poz. 4), na mocy, którego z dniem 1 kwietnia 1995 r. nastąpił podział M. w W., a z jego oddziału - M. w W. utworzono odrębną jednostkę - M. P. w W. Zdaniem Sądu I instancji, mimo dokonanego podziału M. na dwie odrębne instytucje kultury, odpowiedzialność odszkodowawcza winna spoczywać bezpośrednio na podmiocie, który dopuścił się braku staranności, a nie na M. P. w W., które nigdy nie było posiadaczem utraconych godzinek iluminowanych.

Sąd uznał, że żaden z pozwanych nigdy nie nabył prawa własności przedmiotowych dóbr kultury.

Podstawą nabycia nie były przepisy dekretu PKWN z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej, gdyż na jego podstawie przejmowane były określone nieruchomości ziemskie wraz z inwentarzem żywym i martwym. Brak podstaw prawnych do przyjęcia, że także inne ruchomości, poza inwentarzem żywym i martwym, podlegały przejęciu na własność państwa wraz z nieruchomościami ziemskimi, skoro przepisy dekretu nie wywłaszczały właścicieli przejmowanych nieruchomości ziemskich z całego ich mienia. Przepis § 11 pkt 1 rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu PKWN z dnia 6 września 1945 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (Dz. U. z 1945/10/51 z późn. zm.), ograniczający zakres ruchomości niepodlegających przejęciu, został wydany bez upoważnienia ustawodawcy i wykraczał poza cele i zakres przedmiotowy powołanego dekretu.

Zdaniem Sądu nie doszło do nabycia własności ruchomości na podstawie art. 2279 ust. 1 Kodeksu cywilnego Napoleona, gdyż nie był spełniony wymóg dobrej wiary, który wynikał z art. 1141 tegoż Kodeksu, będącego szczególnym zastosowaniem ogólnej reguły, zawartej w art. 2279 ust. 1 Kodeksu cywilnego Napoleona. Pozwany nie działał w dobrej wierze, gdyż osoby przejmujące zbiory miały pełną świadomość, czyją stanowią one własność. Obecność przedmiotów w pałacu A. B. pozwalała zakładać, że są one własnością tej osoby lub innych osób, które złożyły tam swoje zbiory. Nie były one natomiast własnością Skarbu Państwa.

Wobec braku dobrej wiary posiadacza nie doszło również do nabycia własności zbiorów przez M. na podstawie art. 52 dekretu z dnia 11 października 1946 r. - Prawo rzeczowe (Dz. U. Nr 57, poz. 319 z późn. zm.).

Na mocy art. 1 dekretu z dnia 7 maja 1945 r. o upaństwowieniu M. w W. (Dz. U. Nr 18, poz. 98), M. to, stanowiące dotychczas własność (...) W., przekształciło się w instytucję państwową - M. w W., na którego własność przeszły wskazane w dekrecie zbiory, majątek ruchomy i nieruchomy M. (...) t. W. Jednak własności nacjonalizowanej placówki gminnej nie stanowiły wówczas zbiory przejęte przez państwo przy okazji wykonywania dekretu o reformie rolnej, tym samym nie zostały one upaństwowione na podstawie przywołanego dekretu o upaństwowieniu M. (...) t. W.

Z kolei z chwilą, gdy państwo przejęło mienie opuszczone pod swój zarząd na podstawie innych przepisów aniżeli przepisy o majątkach opuszczonych (a wśród nich na podstawie przepisów o nacjonalizacji), mienie to traciło tym samym charakter mienia opuszczonego w rozumieniu art. 1 dekretu z 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich. Pozwani nie mogą zatem obecnie powoływać się na nabycie własności na podstawie przepisów tego dekretu.

W ocenie Sądu nabycie własności ruchomości nie nastąpiło na podstawie zarządzenia (...) Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. w sprawie podziału M. w W. i zmiany jego statutu (Dz. Urz. MKiS Nr 3, poz. 4), gdyż jest oczywiste, że zarządzenie to nie zawiera przepisów o nacjonalizacji.

Sąd wskazał, że podstawą odpowiedzialności odszkodowawczej M. w W. jest art. 225 k.c. Pozwany odpowiada za utratę rzeczy, chyba że rzecz uległaby utracie także wtedy, gdyby znajdowała się w posiadaniu uprawnionego. Utrata rzeczy obejmuje zarówno ustanie jej bytu fizycznego, jak i utratę władztwa przez posiadacza (zgubienie, kradzież, zbycie). Analogiczne rozwiązania przewidywał uprzednio dekret - Prawo rzeczowe w art. 312, zgodnie z którym kto posiada rzecz w złej wierze, odpowiada za jej uszkodzenie lub utratę, chyba że rzecz uległaby uszkodzeniu lub utracie także wtedy, gdyby znajdowała się w posiadaniu osoby uprawnionej.

Sąd uznał za udowodnione, że w skład spadku po A. B. wchodziły średniowieczne rękopisy i księgi iluminowane, tj. 15 pozycji, które następnie w 1953 r. zostały wydane kustoszowi B. T. (1), po czym M. nie interesowało się ich losami. Odpowiedzialność odszkodowawcza M. w W. za utratę rękopisów iluminowanych nie budzi zatem wątpliwości. Niezależnie od tego, że trudno znaleźć uzasadnienie dla wydania rękopisów kustoszowi, to M. nie podjęło żadnych działań w 1954 r., gdy B. T. (1) zmarł. Także w 1966 r. ograniczono się do stwierdzenia, że obiekty zaginęły. Gdy po blisko 50 latach sprawę zaginięcia zbiorów skierowano do prokuratury, niemożliwe było dokonanie jakichkolwiek ustaleń co do losów zaginionych rękopisów. Jednocześnie nie ma podstaw do przyjęcia, że gdyby zbiory pozostały w posiadaniu rodziny B., rzeczy te również by zaginęły.

Oceniając zarzut przedawnienia, Sąd odwołał się do argumentacji Sądu Najwyższego zawartej w uzasadnieniu uchwały z dnia 26 października 2007 r., III CZP 30/07 (OSNC 2008/5/43) i uznał, że powód słusznie podnosi zarzut zawieszenia biegu przedawnienia z powodu siły wyższej w postaci zawieszenia wymiaru sprawiedliwości. W ocenie Sądu Okręgowego, gdyby poprzednicy prawni powoda w latach pięćdziesiątych a nawet i osiemdziesiątych XX wieku wystąpili do sądu o zwrot rękopisów iluminowanych, podnosząc, że zostały przejęte na podstawie rozporządzenia wykonawczego sprzecznego z dekretem, pozew taki byłby odrzucony z powodu niedopuszczalności drogi sądowej, gdyż wykonanie reformy rolnej przekazano wyłącznie postępowaniu administracyjnemu i taka była wówczas praktyka sądowa. Natomiast gdyby wystąpili do organu administracyjnego o zwrot ruchomości, to los takiego wniosku byłby oczywisty. W ocenie Sądu co najmniej do 1989 r. spadkobiercy A. B. nie mieli środków prawnych, możliwych do zrealizowania na drodze sądowej lub przed innym organem, gdyż nie było możliwości kontroli zgodności rozporządzenia z Konstytucją, zaś wszelkie sprawy związane z wykonywaniem dekretu o reformie rolnej na mocy § 5 rozporządzenia z 1 marca 1945 r. zastrzeżone zostały dla kompetencji wojewódzkich urzędów ziemskich, a zatem dla postępowania administracyjnego, co potwierdzała praktyka sądowa, jaka się na tle tych spraw ukształtowała. Ta praktyka zaczęła ulegać zmianie dopiero w latach 90. XX wieku. Wcześniejsza praktyka sądowa wskazywała na niedopuszczalność drogi sądowej dla wszelkich sporów związanych z wykonaniem dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej. Poprzednicy prawni powoda mogli wprawdzie żądać wydania rękopisów w postępowaniu administracyjnym, jednak bez możliwości zaskarżenia decyzji administracyjnej do sądu.

Dopiero w orzeczeniu z dnia 1 grudnia 1995 r., (...) SA (...), Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że brak jest podstaw prawnych do przyjęcia, że ruchomości i wyposażenie budynków mieszkalnych, pałaców itp. (poza inwentarzem żywym i martwym) podlegały także przejęciu na własność Państwa wraz z nieruchomościami ziemskimi określonymi w art. 2 ust. 1 lit. e dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, skoro przepisy dekretu nie wywłaszczały właścicieli przejmowanych nieruchomości ziemskich z całego ich mienia. W orzeczeniu tym wskazano również, że § 11 pkt 1 rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu PKWN z dnia 6 września 1945 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej precyzujący, jakie tylko ruchomości, przedmioty osobistego użytku i elementy wyposażenia domu nie podlegają przejęciu - jako wydany bez upoważnienia ustawodawcy i wykraczający poza cele i zakres przedmiotowy powołanego dekretu - nie mógł stanowić podstawy prawnej decyzji o odmowie wydania niezwiązanych z gospodarstwem rolnym ruchomości i wyposażenia znajdującego się w przejmowanych budynkach mieszkalnych, pałacach itp.

Aktywność poprzedników prawnych powoda w latach 50. XX wieku, nakierowana na odzyskanie ruchomości przejętych na podstawie dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, dotyczyła wyłącznie takich ruchomości, które nie podlegały przejęciu na podstawie § 11 ust. 1 rozporządzenia z dnia 1 marca 1945 r., co następcy prawni A. B. podkreślali we wszystkich swych pismach kierowanych do władz. Nie kwestionowali oni legalności aktu wykonawczego, nie mając ku temu możliwości prawnych. Zdaniem Sądu droga spadkobierców A. B. do procesu windykacyjnego otworzyła się dopiero z chwilą zmiany ustrojowej Państwa, co nastąpiło poprzez zmianę ustawą z dnia 29 grudnia 1989 r. (Dz. U. Nr 75, poz. 444) Konstytucji przez wprowadzenie do art. 1 zapisu, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Ta nowa zasada ustrojowa wprost wskazuje na konieczność usuwania przeszkód na drodze dochodzenia praw przed sądem. Tak więc, wobec wytoczenia powództwa w dniu 6 lipca 1999 r., roszczenie nie przedawniło się, skoro dopiero z dniem 31 grudnia 1989 r. ustały przeszkody określane jako stan siły wyższej. Zgodnie z art. XXXV pkt 1 p.w.k.c., do skutków zmian umożliwiających ponowny bieg przedawnienia stosuje się art. 124 § 1 k.c. Termin przedawnienia upłynąłby zatem dnia 31 grudnia 1999 r., a pozew wniesiony został przed tą datą.

Powód zgłosił żądanie odszkodowania dopiero w 2006 r., choć dotyczyło ono działań i zaniechań pracowników pozwanego z lat 1953 - 1966. Powód wystąpił jednak najpierw z roszczeniem windykacyjnym, gdyż nie miał żadnych podstaw przypuszczać, że część zbiorów została utracona. Ostatecznie fakt zaginięcia rękopisów potwierdzony został pismem Dyrektora M. z dnia 12 października 2004 r. i dopiero wtedy powód mógł wystąpić z roszczeniem odszkodowawczym w miejsce roszczenia windykacyjnego. Skoro powód dowiedział się o powstaniu szkody w 2004 r., to zmieniając żądanie na odszkodowawcze pismem z dnia 13 września 2006 r. zachował trzyletni termin przedawnienia. Roszczenie odszkodowawcze nie jest zatem przedawnione.

Świadczenie odszkodowawcze dzieli się stosownie do art. 379 § 1 k.c. na tyle części, ilu jest wierzycieli (spadkobierców). Dlatego też Sąd zasądził od M. w W. na rzecz A. R. (1) kwotę 83.333,33 zł, tj. 1/9 z żądanych 750.000 zł. W ocenie Sądu Okręgowego uwzględnienie powództwa w zakresie 1/9 wartości ustalonej przez biegłych stanowiłoby wyjście poza wskazywaną przez powoda podstawę faktyczną żądania.

Apelację od wyroku częściowego wywiodło pozwane M. w W., zaskarżając wskazany wyrok w punkcie pierwszym - zakres zaskarżenia został sprecyzowany przez pozwanego na rozprawie apelacyjnej. Zaskarżonemu wyrokowi apelujący zarzucił:

1.

naruszenie art. 233 § 1 k.p.c. poprzez wadliwą ocenę materiału dowodowego i przyjęcie, iż A. B. był ostatnim właścicielem spornych rękopisów w 1944 r.,

2.

naruszenie przepisów prawa materialnego poprzez:

- niezastosowanie § 6 punkt 4 Zarządzenia nr 12 Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. w sprawie podziału M. w W. i zmiany jego statutu i przyjęcie, że M. ponosi odpowiedzialność za utratę rękopisów, podczas gdy, zgodnie z § 6 punkt 4 Zarządzenia odpowiedzialność za zobowiązania powstałe do 31 marca 1995 r. przejęło M. P. w W.,

- błędną wykładnię artykułu 2279 Kodeksu N. w związku z artykułem 550 Kodeksu N. polegającą na przyjęciu, że nabywca własności ruchomości działa w złej wierze w sytuacji, kiedy wchodzi w posiadanie ruchomości na podstawie nieważnego aktu prawnego, ma hipotetyczną możliwość dowiedzenia się o wadliwości tytułu nabycia oraz ma wiedzę odnośnie osoby, która była poprzednim właścicielem rzeczy, co doprowadziło do uznania, że M. nabyło rękopisy w złej wierze,

- błędną wykładnię art. 52 dekretu z dnia 11 października 1946 r. - Prawo rzeczowe (Dz. U. z 1946 r. Nr 57, poz. 319), poprzez przyjęcie, że M. nie posiadało rękopisów w dobrej wierze i nie nabyło ich w drodze zasiedzenia,

- błędną wykładnię art. 1 dekretu z dnia 7 maja 1945 r. o upaństwowieniu M. w W. (Dz. U. z 1945 r. Nr 18, poz. 98), polegającą na przyjęciu, że na własność nowopowstałego M. przeniesione zostały wyłącznie zbiory stanowiące już wcześniej własność M. (instytucji gminnej), a nie wszelkie zbiory będące w posiadaniu M. (...) t. W.,

- błędną wykładnię art. 1 i 34 dekretu z 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich, a w konsekwencji przyjęcie, że majątek w W. nie był majątkiem opuszczonym,

- błędną wykładnię art. 121 pkt 4 k.c. i przyjęcie, że okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej aż do grudnia 1989 r. stanowił siłę wyższą prowadzącą do zawieszenia biegu przedawnienia roszczeń powoda, co doprowadziło Sąd Okręgowy do wniosku, że wniesienie pozwu w lipcu 1999 r. przerwało bieg terminu przedawnienia.

Pozwany zarzucił także:

- naruszenie art. 233 § 1 k.p.c., poprzez wadliwą ocenę materiału dowodowego w postaci pisma procesowego pozwanego z 13 stycznia 2003 r., z którego wynika, że powód został poinformowany o zaginięciu rękopisów już w tej dacie, a więc od tej daty należy liczyć początek biegu przedawnienia roszczenia odszkodowawczego,

- naruszenie art. 233 § 1 oraz art. 281 w związku z art. 41 k.p.c., poprzez dokonanie ustaleń w zakresie wysokości odszkodowania na podstawie opinii, która została sporządzona przez biegłych podlegających wyłączeniu oraz była wadliwa.

Apelujący wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku poprzez oddalenie powództwa, ewentualnie o zmianę wyroku i orzeczenie na podstawie nowej opinii biegłego.

Apelację od wyroku wniosło też M. P. w W.

Na rozprawie apelacyjnej ustalono, że pozwane M. P. w W. zmieniło nazwę i funkcjonuje obecnie jako M. P. (...) w W.

Powód wnosił o oddalenie apelacji i zasądzenie od pozwanego M. kosztów postępowania apelacyjnego.

Prawomocnym postanowieniem z dnia 16 kwietnia 2014 r. Sąd Apelacyjny w W. odrzucił apelację M. P. K. J. III w W.

Wyrokiem z dnia 16 kwietnia 2014 r. Sąd Apelacyjny w W. na skutek apelacji M. (...) w W. zmienił zaskarżony wyrok w punkcie pierwszym w ten sposób, że oddalił powództwo w tej części.

W ocenie Sądu Apelacyjnego chybione okazały się wprawdzie zarzuty dotyczące pierwotnego nabycia własności przez stronę pozwaną, względnie przez Skarb Państwa, a także zarzut błędnego ustalenia, że utracone pozycje wchodziły w skład spadku po A. B., jednak o zasadności apelacji przesądziła trafność zarzutu pominięcia przy ocenie prawnej powództwa odszkodowawczego skutków podziału M. w W., dokonanego zarządzeniem (...) Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. Za zasadny uznać należało także zarzut naruszenia art. 121 pkt 4 k.c., zaś konsekwencją tego naruszenia było dostrzeżone przez Sąd Apelacyjny z urzędu naruszenie art. 117 § 2 k.c. przez jego niezastosowanie.

W ocenie Sądu Apelacyjnego przedstawione dowody dostatecznie wskazywały na to, że w dniu przejęcia majątku W. przez Państwo wśród przejętych i przekazanych M. ruchomości znajdowały się dobra kultury wydane następnie B. T. (1). Podkreślić należy, że sam P. w W. był wówczas własnością A. B., co wskazuje pośrednio, że jego własnością były także znajdujące się tam ruchomości. Zostało wykazane, że jedyne publikacje na temat 15 pozycji, za które powód dochodzi odszkodowania, także wskazywały na takie ich pochodzenie - jako zbiorów wilanowskich. Na rzecz strony powodowej działało domniemanie ustanowione w art. 2230 kodeksu N., iż osoba posiada za siebie samą i pod tytułem właściciela, jeżeli dowiedzionym nie jest, że zaczęte było posiadanie za inną osobę. Przepis ten obowiązywał nadal w dacie przejęcia majątku W. na cele reformy rolnej, gdyż został uchylony dopiero z dniem 1 stycznia 1947 r. przez art. 1II § 1 pkt 1 dekretu Rady Ministrów z dnia 11 października 1946 r. - Przepisy wprowadzające prawo rzeczowe i prawo o księgach wieczystych (Dz. U. 1946.57.321). M. w W. nie przedstawiło żadnych dowodów, które wskazywałyby na inne pochodzenie utraconych następnie rękopisów i ksiąg. Ciężar dowodu spoczywa oczywiście na stronie powodowej, jest on jednak złagodzony powyższym domniemaniem. Skoro wskazane przedmioty zostały przejęte przez Państwo z majątku W., a więc z nieruchomości A. B., to dowodzi, że nie kto inny, jak ówczesny właściciel W. te nieruchomości posiadał. Jeżeli pozwany twierdzi, że nie było to posiadanie właścicielskie, winien zaoferować dowody wspierające to twierdzenie, któremu to obowiązkowi nie sprostał. Pozwany nie może przerzucać na powoda odpowiedzialności za to że Państwo, w tym państwowe M. w W., przejmując ruchomości z majątku W., zaniedbało przeprowadzenia inwentaryzacji. Nie może być także skuteczna obrona pozwanego sprowadzająca się wyłącznie do mnożenia wątpliwości i przedstawiania czysto hipotetycznych możliwości innego pochodzenia wskazanych rękopisów i ksiąg, skoro pozwany nie zaoferował żadnych dowodów na poparcie swoich twierdzeń. Z uwagi na płynące z posiadania domniemanie, ale także z tego względu, że co do zasady udowodnić można fakt, a nie brak faktu, to pozwany, skoro utrzymuje, że przedmioty te były własnością innych osób, powinien przedstawić stosowne dowody. Pozwany ograniczył się zaś do wskazania, że istnieje potencjalna możliwość, że właścicielem ruchomości była inna osoba, bez poparcia takiego stanowiska jakimkolwiek materiałem dowodowym. Jeżeliby nawet uznać za fakt powszechnie znany zadłużenie rodziny B. w latach 30. XX. wieku, to nie jest to równoznaczne z brakiem jakiegokolwiek majątku ani nie świadczy o wyzbyciu się właśnie tych przedmiotów, których dotyczy niniejsza sprawa. Jeżeli zaś pozwany powołuję się na darowiznę rodu B. dokonaną w 1932 r. na rzecz Państwa Polskiego, to powinien przedstawić dowody wykazujące, które z obiektów będących przedmiotem niniejszego postępowania zostały objęte darowizną, w szczególności załączyć dokumentację, jaka zapewne została sporządzona w związku z tą darowizną. W braku takiej dokumentacji pozwany powinien zaś wyjaśnić, na czym właściwie opiera swoje twierdzenia w tym zakresie. Zostało także podniesione, że na datę wyzwolenia W. zrabowana było 4/5 obiektów, w tym wszystkie najcenniejsze. Jednak sama ta wiedza nie stanowi wystarczającej podstawy, by zanegować fakt, że wraz z majątkiem W. Państwo Polskie przejęło jednak (bezprawnie, co zostanie omówione niżej) szereg ruchomości, które przetrwały do czasu wyzwolenia i które objęło następnie M. w W.

Obalenie domniemania płynącego z posiadania rzeczy przez A. B. wymaga przedstawienia wiarygodnych dowodów na poparcie twierdzeń strony pozwanej. Przy tym, choć ciężar udowodnienia tytułu prawnego do poszczególnych przedmiotów obciąża powoda, to nie można tracić z pola widzenia faktu, że możliwości dowodzenia przez stronę powodową zostały znacznie uszczuplone bez winy tej strony, za to przy udziale Państwa i samego M. w W. wskutek nieprofesjonalnego i niefrasobliwego podejścia do kwestii właściwego zinwentaryzowania przejętych dóbr. Powoduje to obecnie olbrzymie trudności z udowodnieniem nie tylko zakresu przejętych dóbr ale także ich stanu na datę przejęcia, która to kwestia ma istotne znaczenie w przypadkach, w których dla rozstrzygnięcia sporu konieczne jest ustalenie wartości utraconych dóbr.

W ocenie Sądu Apelacyjnego, biorąc pod uwagę przedstawiony przez strony materiał dowodowy, Sąd Okręgowy trafnie uznał, że wydane B. T. (1) dobra kultury w liczbie 15 pozycji stanowiły składnik spadku po A. B., a zatem ich utrata zrodziła odpowiedzialność odszkodowawczą wobec powoda.

Sąd Okręgowy słusznie uznał, że nie doszło do nabycia własności średniowiecznych rękopisów i ksiąg iluminowanych przez M. w W. bądź M. P. w W. Zdaniem Sądu Apelacyjnego własności tych rzeczy nie nabył także Skarb Państwa.

W ocenie Sądu nie można uznać, że dobra te zostały znacjonalizowane na mocy dekretu z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (Dz. U. 1945.3.13 z późn. zm.). Dekret ten określał w art. 2, jakie nieruchomości ziemskie są przeznaczone na cele reformy rolnej, a jednocześnie w art. 6 obejmował reformą rolną także inwentarz żywy i martwy. Dekret nie wywłaszczał natomiast dotychczasowych właścicieli z innych ruchomości oraz innego wyposażenia przejmowanych nieruchomości. Zatem rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (Dz. U. 1945.10.51) wydane zostało z przekroczeniem ustawowej delegacji w zakresie, w jakim stanowić miałoby podstawę przejęcia przez Państwo przedmiotów nie mających związku z prowadzeniem gospodarstwa rolnego ale posiadających wartość naukową, artystyczną lub muzealną (§ 11 ust. 1 rozporządzenia). Niewątpliwie w tym zakresie rozporządzenie wykraczało też poza cele i zakres przedmiotowy dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej. Tym samym nie prowadziło do skutecznego nabycia przez Państwo ruchomości nie będących inwentarzem żywym lub martwym. Pogląd ten nie budzi obecnie żadnych wątpliwości zarówno w orzecznictwie sądów administracyjnych jak i Sądu Najwyższego (vide: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 października 2010 r., I CSK 637/09, LEX nr 678008, oraz wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 1 grudnia 1995 r., II SA 1400/94, LEX nr 290989, i w sprawie II SA 1499/94, Wokanda 96/3/32).

Sąd Apelacyjny przyjął, że przejmując wskazane rękopisy i księgi przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, Skarb Państwa dopuścił się bezprawia, działając z przekroczeniem ustawowych uprawnień, co wykluczało dobrą wiarę po jego stronie. Tym samym wykluczone było nabycie rękopisów i ksiąg na własność Skarbu Państwa zarówno na podstawie Kodeksu cywilnego Napoleona jak i następnie na podstawie dekretu - Prawo rzeczowe, bowiem na podstawie obu tych aktów prawnych pierwotne nabycie rzeczy ruchomej (nabycie od nieuprawnionego czy też przez zasiedzenie) wymagało dobrej wiary nabywcy.

Sąd Apelacyjny stanął na stanowisku, że państwo, które popełniło bezprawie legislacyjne przez wydanie rozporządzenia wykraczającego poza ustawową delegację, nie może uzasadniać swej dobrej wiary tym, że nie miało świadomości, iż obejmuje rzecz w posiadanie na mocy zawartego w tym rozporządzeniu nieważnego przepisu. Przez dobrą wiarę posiadacza samoistnego rozumie się bowiem jego wprawdzie błędne, ale usprawiedliwione okolicznościami przekonanie, że służy mu tytuł własności do posiadanej rzeczy. Takiego przekonania nie może w przypadku państwa uzasadniać odwołanie się do wydanego przez organ tegoż państwa bezprawnego przepisu. Należy się sprzeciwić koncepcji, która pozwalałaby przyjąć, że państwo, które przez działalność swoich organów w sferze stanowienia aktów normatywnych narusza obowiązujące je prawne ograniczenia, może w sferze stosunków cywilnoprawnych wynikających z takiego wadliwego prawodawstwa być uznane za posiadacza w dobrej wierze.

Gdyby w okresie przed 1 maja 1945 r., tj. przed dniem nacjonalizacji M. (...) t. W., państwo zbyło przejęte ruchomości na rzecz tejże gminnej instytucji, to można by zasadnie wywodzić, że M. (...) t. W. uzyskało posiadanie od Skarbu Państwa w dobrej wierze, i rozważać, czy w konsekwencji nabyło - i w jakim trybie - własność tych ruchomości. Akta sprawy nie dostarczyły jednak żadnych dowodów, które pozwalałyby przyjąć, że po nacjonalizacji majątku W. na cele reformy rolnej a jeszcze przed nacjonalizacją gminnego wówczas M. w W. (co nastąpiło 1 maja 1945 r.) państwo zbyło wskazane ruchomości na rzecz tego gminnego M. Powołana przez Sąd Okręgowy "decyzja ustna" (k. 472- 473) jeżeli nawet kiedykolwiek została wydana, to nie znalazła odzwierciedlenia w jakichkolwiek pisemnych dokumentach. Nie sposób ustalić jej daty i treści, a tym samym dokonać oceny jej skutków prawnych w świetle obowiązujących wówczas przepisów prawa. Na kartach 472 i n. znajduje się zaś jedynie pismo ówczesnego dyrektora Muzeum, które odnosi się do decyzji ustnej z nieokreślonej daty i wskazuje na trudności wynikające z nieuregulowania stanu własności nieruchomości, pomijając temat majątku ruchomego.

Zdaniem Sądu Apelacyjnego nie zasługuje na uwzględnienie zarzut naruszenia art. 1 dekretu z dnia 7 maja 1945 r. o upaństwowieniu M. w W. (Dz. U. 1945.18.98). Dekret, który wszedł w życie w dniu 1 maja 1945 r., stanowił w art. 1, że M. w W., stanowiące dotychczas własność gminy (...). W. przekształca się na instytucję państwową pod nazwą "M. w W." oraz w art. 2 postanawiał, że na własność M. przechodzą zbiory, majątek ruchomy i nieruchomy M. (...) t. W., z wyjątkiem zbiorów i nieruchomości M. Dawnej W., stanowiącego dotychczas oddział M. w W. Art. 4 nadawał M. osobowość prawną i stanowił, że może ono przyjmować zapisy i darowizny na cele związane z jego działalnością.

W ocenie Sądu Apelacyjnego Sąd Okręgowy wyciągnął z powyższych przepisów słuszne wnioski. Zarówno sam tytuł dekretu, jak i treść art. 1 i 2 wskazują jednoznacznie, że aktem tym znacjonalizowano określony majątek gminny. Przedstawiona przez pozwanego interpretacja, jakoby nacjonalizacją objęto także ruchomości będące wprawdzie w posiadaniu Muzeum, ale stanowiące własność osób trzecich, nie zasługuje na aprobatę, jest bowiem całkowicie oderwana od treści przepisów. Pożądanej przez pozwanego normy prawnej nie można wyprowadzić z art. 1 i 2 dekretu, stosując ogólnie przyjęte zasady wykładni prawa. Przywołany dekret rozumieć można jedynie w ten sposób, że państwo przejęło prawa, jakie w dniu nacjonalizacji służyły gminnemu M. Tylko mienie stanowiące własność M. (...) W. stało się z tym dniem własnością państwową. Nie można wykładać tych przepisów tak, jak oczekuje pozwany, tj. jakoby przy okazji własnością państwową stały się również te zbiory, które nie stanowiły własności gminnego M., lecz znajdowały się jedynie w jego posiadaniu bez tytułu prawnego, samoistnym albo zależnym, a nawet tylko dzierżeniu, lub też którymi Muzeum władało na podstawie innych tytułów niż własność (przykładowo na podstawie umowy użyczenia lub przechowania). Nie jest dopuszczalna wykładnia rozszerzająca w odniesieniu do jakichkolwiek przepisów nacjonalizacyjnych, zaś wskazany dekret o upaństwowieniu M. w W. nie zawiera przepisów, które odejmowałyby własność innym niż gmina (...) właścicielom dóbr ruchomych zdeponowanych w tym Muzeum.

Sąd Apelacyjny podkreślił, że w ustroju panującym w Polsce w okresie lat 1944-1989 obowiązywała zasada jednolitej własności państwowej. Zgodnie z art. 128 k.c. własność państwowa przysługuje niepodzielnie państwu (§ 1), zaś państwowe osoby prawne wykonują tylko - względem zarządzanych przez nie części mienia państwowego - uprawnienia wynikające z własności państwowej (§ 2). Choć kodeks cywilny wszedł w życie z dniem 1 stycznia 1965 r., to zasada jednolitej własności państwowej była powszechnie uznawana za obowiązującą w całym okresie PRL. Szerszy wywód na ten temat zawarł Sąd Najwyższy w motywach uchwały z dnia 16 października 1961 r., wydanej w składzie 7 sędziów - zasady prawnej, I CO 20/61 (OSNC 1962/2/41). Sąd Najwyższy wskazywał, nawiązując w szczególności do konstytucji PRL z 1952 r., że: "Zgodnie z art. 8 Konstytucji mienie ogólnonarodowe należy do całego narodu, a ponieważ naród reprezentowany jest przez Państwo, mienie to z punktu widzenia prawa cywilnego jest własnością Państwa, a nie poszczególnych organizacji państwowych. W ten sposób Konstytucja wypowiada przyjętą u nas już poprzednio zasadę jednolitego funduszu własności państwowej, w myśl, której Państwo socjalistyczne jest jedynym właścicielem całego mienia państwowego i zachowuje w stosunku do tego mienia pełnię uprawnień właściciela niezależnie od tego, w czyim zarządzie mienie to się znajduje, w szczególności Państwo zachowuje uprawnienia właściciela także co do mienia znajdującego się w zarządzie przedsiębiorstwa państwowego, a więc odrębnej od Skarbu Państwa osoby prawnej (...). Zasada centralizacji, planowania i ogólnego kierownictwa gospodarką narodową doznaje harmonijnego uzupełnienia przez zasadę decentralizacji bezpośredniego zarządu (...). Te powszechnie przyjęte założenia znalazły wyraz w projekcie Kodeksu cywilnego. Mianowicie w myśl art. 123 tego projektu (w brzmieniu opublikowanym w 1961 r.) państwowe osoby prawne wykonują w imieniu własnym względem zarządzanych przez nie części mienia ogólnonarodowego uprawnienia płynące z własności państwowej. Jak to wynika z dotychczasowych rozważań, przepis ten nie zawiera jakiegoś nowego unormowania nie znanego obecnemu ustawodawstwu; w rzeczywistości stanowi on - tak jak wiele innych formalnie nowych przepisów projektu poświęconych własności społecznej - wyraz ustawowego sformułowania zasady, jaka się wykształciła w praktyce i od dawna została uznana za obowiązującą."

Ze względu na zasadę jednolitej własności państwowej wadliwe jest rozumowanie pozwanego M. w W., które próbowało dopatrywać się objęcia ruchomości w posiadanie przez pozwanego w dobrej wierze od Skarbu Państwa, co skutkowałoby nabyciem własności tych ruchomości przez Muzeum w drodze zasiedzenia na podstawie art. 52 dekretu z dnia 11 października 1946 r. - Prawo rzeczowe (Dz. U. z 1946/57/319). W wyżej nakreślonych realiach ustrojowych wykonywane przez Muzeum władztwo musiało być uznane jedynie za dzierżenie wydzielonego majątku państwowego. Zasada jednolitej własności państwowej nie doznawała bowiem modyfikacji ani ze względu na przedmiot własności ani z uwagi na fakt posiadania osobowości prawnej przez pozwanego. Państwowe osoby prawne nie nabywały na swoją własność składników mienia państwowego, a jedynie wykonywały względem niego zarząd. Nie było zatem możliwe, aby państwowe już M. w W. mogło stać się odrębnym samoistnym posiadaczem ruchomości w miejsce Skarbu Państwa.

W ocenie Sądu Apelacyjnego, zawłaszczając ruchomości przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, Państwo Polskie pozostawało w złej wierze, skoro dekret nie dawał podstaw do nacjonalizacji tego typu mienia. Państwowe osoby prawne nie nabywały w tamtym okresie mienia na swoją własność, lecz na własność państwa. Wykonywanie przez takie podmioty posiadania względem majątku niepaństwowego mogło wprawdzie skutkować jego nabyciem przez zasiedzenie, jednakże nie na rzecz takiej osoby prawnej, lecz tylko i wyłącznie na rzecz Skarbu Państwa (tak przykładowo: postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 11 lutego 2011 r., I CSK 288/10, OSP 2013/4/46). Przesunięcia składników mienia pomiędzy poszczególnymi państwowymi osobami prawnymi nie stanowiły zatem zbycia własności ani przeniesienia posiadania, lecz jedynie przesunięcia o charakterze zarządczym. Stąd też M. nie może zasadnie twierdzić, że objęło wskazane rzeczy w posiadanie samoistne w dobrej wierze od Skarbu Państwa z takim skutkiem, że nabyło ich własność. W ocenie Sądu Apelacyjnego, skoro Skarb Państwa objął określone rzeczy w posiadanie w złej wierze już na podstawie protokołu nr (...) z dnia 4 lutego 1945 r., to nie mógł stać się następnie posiadaczem w dobrej wierze w ten sposób, że przekazał te rzeczy innej państwowej osobie prawnej, która w ówczesnym systemie uznana musiała być jedynie za zarządzającą tak wydzieloną częścią mienia państwowego (mienie obejmuje także stan faktyczny jakim jest posiadanie, vide: uzasadnienie uchwały Sądu Najwyższego z dnia 31 marca 1993 r., III CZP 1/93, OSNC 1993/10/170). W świetle zasady jednolitej własności państwowej Skarb Państwa nie mógł bowiem zmienić statusu posiadacza w złej wierze i stać się posiadaczem w dobrej wierze poprzez same tylko przesunięcia zarządcze pomiędzy państwowymi osobami prawnymi.

Za chybiony Sąd Apelacyjny uznał także zarzut naruszenia przepisów art. 1 i 34 dekretu z dnia 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich. Trafnie w tym względzie Sąd I instancji odwołał się do orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 19 grudnia 1960 r., I CR 412/60 (OSNC 1962/3/90), w którym uznano, że: "Z chwilą gdy Państwo przejmuje mienie opuszczone pod swój zarząd na podstawie innych przepisów aniżeli przepisy o majątkach opuszczonych (a wśród nich na podstawie przepisów o nacjonalizacji), mienie to traci tym samym charakter mienia opuszczonego w rozumieniu art. 1 dekretu z 8 marca 1946 r."

W uzasadnieniu tego orzeczenia Sąd Najwyższy wskazał, że celem dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich nie była nacjonalizacja mienia obywateli, którzy byli zmuszeni opuścić je w związku z wojną, lecz zabezpieczenie tego mienia, przy czym zabezpieczenie to odbywało się przez zarząd państwowy. Natomiast upaństwowienie tego mienia było tylko koniecznością gospodarczą związaną z wieloletnim nieupominaniem się o nie przez osoby do tego uprawnione. Sąd Najwyższy zajął wobec tego stanowisko, że objęcie posiadania mienia przez inny niż urząd likwidacyjny organ państwowy jest równoznaczne z utratą przez urząd likwidacyjny uprawnienia do zarządu mieniem opuszczonym na rzecz innego organu Państwa. Jest przy tym rzeczą obojętną, czy do tego w rzeczywistości doszło; istotne jest to, że organ powołany do zarządu mieniem opuszczonym traci ten zarząd w świetle prawa. W takim przypadku zarząd mieniem opuszczonym w trybie dekretu z dnia 8 marca 1946 r. gaśnie i staje się bezprzedmiotowy, a tym samym zasadniczy cel, dla którego dekret ten został powołany do życia, nie może już być nadal osiągany. Sąd Najwyższy dostrzegał już wówczas, że inna interpretacja pozbawiałaby właściciela możliwości zapobieżenia utraty prawa własności na rzecz Państwa na skutek upływu terminu z art. 34 dekretu, w szczególności przez wytoczenie powództwa windykacyjnego. W tamtej sprawie właściciel nie mógł wytoczyć powództwa windykacyjnego, gdyż po pierwsze - od chwili zaliczenia określonego składnika majątkowego do składników podlegających nacjonalizacji sąd przestawał być organem właściwym do dochodzenia roszczenia w rozumieniu art. 111 pkt 2 ustawy z dnia 18 lipca 1950 r. Przepisy ogólne prawa cywilnego (Dz. U. z 1950.34.311), a po drugie - takie wytoczenie powództwa nie miałoby w ogóle na celu dochodzenia roszczenia w rozumieniu tego samego przepisu, a tym samym nie mogłoby przerwać biegu terminu przedawnienia. Już wówczas zatem Sąd Najwyższy wykluczał możliwość posiłkowania się przepisami dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich w celu nabycia przez Państwo własności mienia, które znacjonalizowano uprzednio na podstawie innych przepisów, gdy decyzje te okazały się następnie wadliwe, i jednoznacznie dał wyraz temu, że przeciwna interpretacja nie może być uznana za słuszną, gdyż "stawiałaby obywatela (lub osobę prawną) w sytuacji bez wyjścia, skoro obywatel nie mógłby, pomimo wszelkich usiłowań, zapobiec utracie swej własności z mocy art. 34 dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich, chociaż się tą własnością jak najbardziej interesuje i chociaż czyni wszystko, czego dla zachowania jego praw wymagają odeń przepisy, na podstawie których jego mienie zostało zaliczone do składników ulegających nacjonalizacji."

W przekonaniu Sądu Apelacyjnego analogicznie trzeba ocenić objęcie w niniejszej sprawie zarządu majątkiem ruchomym przez organy przeprowadzające reformę rolną, nawet jeżeli po fakcie okazało się, że objęcie majątku reformą rolną nie było prawidłowe. Należy zdecydowanie odrzucić możliwość sanowania nieprawidłowości, jakich dopuszczało się Państwo przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, poprzez sięganie zastępczo do fikcji majątku opuszczonego. W państwie demokratycznym, tym bardziej nie ma podstaw do przyjmowania tak krzywdzącej prawowitych właścicieli wykładni, jak przedstawiana przez pozwane M. interpretacja relacji między objęciem rzeczy w posiadania przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej a możliwością uznania, że rzeczy te nabyte zostały na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich.

W konsekwencji Sąd Apelacyjny uznał, że ani Skarb Państwa ani żadne z pozwanych Muzeów nigdy nie nabyło własności średniowiecznych rękopisów i ksiąg iluminowanych, za które powód dochodził odszkodowania.

Sąd podkreślił, że osobą prawną, która utraciła wskazane rękopisy i księgi, było M. w W., niezależnie od tego, czy utratę tę wiązać z wydaniem ruchomości kustoszowi B. T. w 1953 r., czy z datą jego śmierci, która nastąpiła rok później, czy też uznać, że utrata ta nastąpiła dopiero w roku 1966, a więc wówczas, gdy samo M. zaliczyło te pozycje do rzeczy utraconych. Przedstawione dowody nie pozwalają ustalić, na jakiej podstawie i w jakim celu wydano kustoszowi w 1953 r. wskazane rękopisy i księgi. Jego pokwitowanie (k. 621) jest nader lakoniczne. Nic jednak nie wskazuje na to, by wydając ruchomości swojemu pracownikowi za pokwitowaniem, pozwany wyzbywał się posiadania samoistnego tych obiektów. Wobec tego brak podstaw do przyjęcia, że już samo wydanie rzeczy kustoszowi M. stanowiło utratę ich posiadania przez pozwanego. Za datę, w której rzeczy zostały utracone, Sąd uznał datę zgonu B. T., gdyż z tą datą M. już z całą pewnością utraciło kontrolę nad dalszymi losami rękopisów i ksiąg. Najpóźniejszą z możliwych dat jest zaś 1966 r., kiedy sam pozwany zaliczył te pozycje do utraconych.

Powyższe ma znaczenie dla wskazania podstawy prawnej odpowiedzialności posiadacza za utratę rzeczy, gdyż przed dniem 1 stycznia 1965 r. podstawę tę stanowił art. 312 dekretu z dnia 11 października 1946 r. Prawo rzeczowe (Dz. U. 1946.57.319), zaś od dnia 1 stycznia 1965 r. właściwą podstawą prawną jest art. 225 k.c. Ustalenie, iż do utraty doszło jeszcze przed 1965 r., nakazuje przyjąć za właściwą podstawę prawną art. 312 prawa rzeczowego. Należy jednak zwrócić uwagę, że art. 312 prawa rzeczowego zawiera w tym zakresie takie same unormowanie, jakie następnie zamieszczono w art. 225 k.c., a mianowicie: posiadacz rzeczy w złej wierze odpowiada za jej uszkodzenie lub utratę, chyba że rzecz uległaby uszkodzeniu lub utracie także wtedy, gdyby znajdowała się w posiadaniu osoby uprawnionej. Tak więc gdyby nawet uznać, że utrata nastąpiła już pod rządami kodeksu cywilnego, to nie zróżnicowałoby to przesłanek odpowiedzialności strony pozwanej, choć ma znaczenie dla powołania jako podstawy prawnej przepisu właściwego aktu prawnego.

Niewątpliwie to M. w W. utraciło wskazane ruchomości i nie zdołało wykazać, że utrata nastąpiłaby także, gdyby te dobra kultury były w posiadaniu A. B., a następnie jego spadkobierców. To jednak nie oznacza jeszcze, że zobowiązanie z powyższego tytułu spoczywa nadal na M. w W. Nie było sporu pomiędzy stronami, w tym także pomiędzy pozwanymi, co do tego, że utrata rękopisów i ksiąg nastąpiła najpóźniej w 1966 r. w związku z działalnością P. w W. jako części M. w W. W 1995 r. doszło do wydzielenia z M. w W. nowej osoby prawnej - (...) P. w W. Utworzenie tej nowej instytucji kultury oznaczało podział majątku M. w W. i jego zobowiązań. Należało zatem ustalić, który z tych podmiotów po podziale jest odpowiedzialny z tytułu utraty rękopisów i ksiąg. W ocenie Sądu Apelacyjnego Sąd Okręgowy wyszedł z błędnego przekonania, że podział M. nie ma znaczenia dla oceny jego odpowiedzialności za utratę w latach 50. lub 60. wskazanych dóbr kultury.

Przepisem regulującym singularne przejęcie długu jest art. 519 k.c. i do przejęcia długu w tym trybie nie doszło. Sąd zauważył, że przepisy prawa w odniesieniu do osób prawnych przewidują jednak szereg szczególnych podstaw dla sukcesji generalnej, skutkujących zmianą dłużnika następującą bez wymogu uzyskania zgody wierzyciela. Są to przepisy umożliwiające podział osób prawnych, który przecież zawsze wymaga rozdzielenia zarówno aktywów jak i pasywów. W odniesieniu do spółek kapitałowych sukcesja praw i obowiązków przez spółki powstałe w związku z podziałem spółki dzielonej uregulowana jest w art. 531 k.s.h., przy czym art. 546 § 1 k.s.h. zabezpiecza pozycję wierzycieli, ustanawiając solidarną odpowiedzialność tych spółek w okresie trzech lat od ogłoszenia o podziale. Możliwość podziału przedsiębiorstw państwowych przewidziana jest w art. 18 i n. ustawy z dnia 25 września 1981 r. o przedsiębiorstwach państwowych (tekst jedn.: Dz. U. 2013.1384). Natomiast w przypadku instytucji kultury stosowne przepisy zawarto w ustawie z dnia 15 lutego 1962 r. o ochronie dóbr kultury (Dz. U. 1962.10.48 z późn. zm.), która w art. 50 ust. 1 stanowi, że Minister Kultury i Sztuki tworzy, łączy i przekształca muzea, ich działy i oddziały oraz nadaje statuty muzeom podlegającym jego bezpośredniemu nadzorowi po zasięgnięciu opinii Rady Kultury i Sztuki, oraz w ustawie z dnia 25 października 1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej (Dz. U. 1991.114.493), zgodnie z którą:

- instytucje kultury działają na podstawie aktu o ich utworzeniu oraz statutu nadanego przez organizatora (art. 13 ust. 1), uzyskując osobowość prawną z chwilą wpisu do rejestru prowadzonego przez organizatora (art. 14 ust. 1),

- organizator może dokonać połączenia lub podziału instytucji kultury (art. 18 ust. 1), który to podział polega na utworzeniu dwóch lub więcej instytucji kultury w oparciu o załogę i mienie należące do instytucji kultury ulegającej podziałowi (art. 20 ust. 1),

- akt o podziale instytucji kultury zawiera w szczególności określenie jednostek organizacyjnych włączonych do instytucji tworzonych w wyniku podziału oraz ustalenie zasad przejęcia zobowiązań i wierzytelności przez instytucje powstające w wyniku podziału (art. 20 ust. 3 i 4).

To właśnie na podstawie powyższych przepisów wydane zostało zarządzenie nr 12 Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. w sprawie podziału M. w W. i zmiany jego statutu (k. 26), którym, tworząc nowe instytucje kultury, dokonano podziału pomiędzy nie zarówno mienia jak i zobowiązań. W § 6 ust. 4 zarządzenia jednoznacznie wskazano, że nowopowstałe placówki przejmują wierzytelności i zobowiązania powstałe w związku z ich działalnością prowadzoną do dnia 31 marca 1995 r. Wydanie B. T. (1) rękopisów w 1953 r. miało związek z P. w W., stanowiącym ówcześnie część M. w W. Roszczenie odszkodowawcze powstało z chwilą utraty tych pozycji. Sąd Apelacyjny uznał więc, że zobowiązanie M. w W. z tytułu odszkodowania za ruchomości utracone na przełomie lat 50. i 60. XX wieku zostało z chwilą wydzielenia M. P. w W. przejęte przez tę nowoutworzoną instytucję kultury. Taki wniosek potwierdza objęcie wskazanych pozycji protokołem przekazania. Tym samym już w 1999 r., w dacie wytoczenia powództwa o wydanie, M. w W. nie miało w tym zakresie legitymacji biernej i nie nabyło jej w toku procesu, co uzasadniało oddalenie powództwa o odszkodowanie przeciwko temu pozwanemu.

Wedle Sądu rację ma pozwany podnosząc, że roszczenie odszkodowawcze przedawniło się jeszcze przed wytoczeniem powództwa o wydanie rzeczy, zaś uznając, że stan siły wyższej uniemożliwiający sądową realizację tego typu roszczeń istniał aż do grudnia 1989 r., Sąd Okręgowy naruszył art. 121 pkt 4 k.c. W konsekwencji Sąd I instancji błędnie nie zastosował art. 117 § 2 k.c., zgodnie z którym po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia.

W przekonaniu Sądu Apelacyjnego roszczenie strony powodowej o wydanie iluminowanych rękopisów i ksiąg powstało w 1945 r., następnie wskutek ich utraty powstało po 1953 r. roszczenie odszkodowawcze. Zatem ocena, czy doszło do zawieszenia biegu przedawnienia, dokonana powinna być na podstawie kolejno: art. 277 pkt 4 kodeksu zobowiązań (Dz. U. z 1933/82/598), art. 109 pkt 4 ustawy z dnia 18 lipca 1950 r. - Przepisy ogólne prawa cywilnego (Dz. U. z 1950/34/311 z późn. zm.) oraz art. 121 pkt 4 k.c. Powołane przepisy kodeksu zobowiązań i p.o.p.c. stanowiły, że bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu względem wszelkich roszczeń, gdy z powodu zawieszenia wymiaru sprawiedliwości albo siły wyższej nie można ich dochodzić przed sądami polskimi. Art. 121 pkt 4 k.c. łączy zaś skutek nierozpoczęcia lub zawieszenia biegu przedawnienia ze stanem siły wyższej, z powodu której uprawniony nie może dochodzić roszczeń przed sądem lub innym organem powoływanym do rozpoznania spraw danego rodzaju - przez czas trwania przeszkody.

W orzecznictwie (m.in. uchwała pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 26 października 2007 r., III CZP 30/07, wyroki Sądu Najwyższego z dnia 16 lutego 2012 r., III CSK 208/11, OSNC-ZD 2013/3/5 oraz z dnia 9 listopada 2001 r., I CKN 690/99, LEX nr 52350) wskazuje się, że za siłę wyższą, skutkującą zawieszeniem biegu terminów przedawnienia i zasiedzenia uznany może być niezależny od podmiotu poszukującego ochrony, wywołany uwarunkowaniami politycznymi, obiektywny, o powszechnym zasięgu oddziaływania stan niemożności skutecznego dochodzenia ochrony na drodze prawnej.

Samo ogólne powołanie się na sytuację społeczno-polityczną okresu PRL i negatywne nastawienie ówczesnych władz do niektórych typów roszczeń nie jest wystarczające (por. orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie wykupu przedwojennych obligacji pożyczki państwowej: wyrok z dnia 9 listopada 2001 r., I CKN 690/99, LEX nr 52350, uchwała z 24 listopada 2000 r. III CZP 37/00, OSNC 2001/4/56). Tym bardziej samo tylko subiektywne przekonanie strony o braku możliwości uzyskania korzystnego wyroku nie może uzasadniać tezy o zaistnieniu siły wyższej, bowiem przeszkoda uniemożliwiająca rozpoczęcie lub powodująca zawieszenie biegu przedawnienia powinna mieć charakter obiektywny. Także dla określenia chwili ustania przeszkody istotne jest to, kiedy ustało jej powszechne oddziaływanie, kiedy osoba uprawniona mogła podjąć stosowne działania, nie ma zaś znaczenia subiektywny stan świadomości osoby uprawnionej, w szczególności jej subiektywne przekonanie o dalszym trwaniu przeszkody. Przepisy o przedawnieniu pełnią bowiem rolę stabilizującą stosunki prawne, gwarantującą ich pewność i z tego względu ich wykładnia powinna zmierzać do eliminowania czynnika subiektywnego (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 29 listopada 1999 r., III CKN 474/98, LEX nr 142585, oraz z dnia 18 stycznia 2008 r., V CSK 367/07, LEX nr 371387).

Za trafny Sąd Apelacyjny uznał pogląd Sądu Okręgowego, iż w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku poprzednicy prawni powoda nie mieli możliwości skutecznego dochodzenia roszczenia o wydanie wskazanych rękopisów i ksiąg, a po ich utracie przez pozwanego nie mieli możliwości skutecznego dochodzenia roszczenia odszkodowawczego. Sąd Apelacyjny zgodził się z Sądem I instancji, że w realiach ustrojowych tamtego okresu nie było możliwości zakwestionowania sprzeczności rozporządzenia z konstytucją lub dekretem mającym moc ustawy. Strona powodowa nie dysponowała więc takimi środkami ochrony jej praw, które mogłyby okazać się skuteczne. W konsekwencji nie rozpoczął wówczas biegu termin przedawnienia roszczenia o wydanie rękopisów i ksiąg, a następnie roszczenia odszkodowawczego za utracone przez posiadacza rzeczy. Wedle Sądu Apelacyjnego Sąd Okręgowy nie zachował jednak właściwej wnikliwości, ustalając datę, w której stan siły wyższej ustał.

Jeszcze w 1980 r. nadano nowe brzmienie art. 156 i 160 kodeksu postępowania administracyjnego (Dz. U. 1980.9.26), wprowadzając możliwość stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej oraz ustanawiając odpowiedzialność państwa za szkodę doznaną na skutek wydania decyzji z naruszeniem przepisu art. 156 § 1 k.p.a. albo stwierdzenia nieważności takiej decyzji. O odszkodowaniu orzekał wprawdzie organ administracji państwowej, jednakże stronie niezadowolonej służyło następnie prawo wytoczenia powództwa do sądu powszechnego (art. 160 § 4 i 5 k.p.a.).Także w 1980 r. uchwalono ustawę z dnia 31 stycznia 1980 r. o Naczelnym Sądzie Administracyjnym oraz o zmianie ustawy - Kodeks podstępowania administracyjnego (Dz. U. 1980.4.8). Tym samym możliwa stała się kontrola administracji publicznej przez organ od niej niezależny, a państwo przyznało, że mogło dochodzić do wydania bezprawnych decyzji administracyjnych, wskutek których podmioty tych decyzji doznać mogły szkody, która winna być im wynagrodzona, choć wówczas w zakresie ograniczonym jedynie do damnum emergens.

W dniu 29 kwietnia 1985 r. uchwalona została ustawa o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. z 1985.22.98 z późn. zm.), która weszła w życie z dniem 1 stycznia 1986 r. Państwo uznało zatem, że wydawane przez nie akty mogą okazać się niekonstytucyjne i stworzyło mechanizm, który - choć daleki od standardów obecnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, dawał jednak pewną możliwość kontroli konstytucyjności ustaw oraz znacznie skuteczniejsze środki kontroli zgodności aktów niższego rzędu z konstytucją i ustawami (art. 7, 8, 9). Jest faktem niezaprzeczalnym, że ustawa ta miała ograniczony zasięg. Zezwalała na kontrolę jedynie ustaw i innych aktów normatywnych ogłoszonych, zatwierdzonych bądź ustanowionych po dniu jej wejścia w życie oraz takich, które zostały ogłoszone, a gdy chodzi o dekrety - zatwierdzone, bądź uzyskały moc obowiązującą - po dniu wejścia w życie ustawy z dnia 26 marca 1982 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (art. 35 ust. 1 i 2). Nowego, realnego wymiaru nabrała jednak w tak ukształtowanym otoczeniu prawnym wyrażona w art. 62 Konstytucji PRL zasada, zgodnie z którą sędziowie są niezawiśli i polegają tylko ustawom. Zatem nie podlegają rozporządzeniom, w zakresie w jakim wydane zostały one bez delegacji ustawowej lub z przekroczeniem jej zakresu. Już w postanowieniu z dnia 21 września 1987 r., sygn. akt P 3/87, Trybunał Konstytucyjny podkreślał, że:

"Ze względu na niezawisłość sędziowską i podleganie tylko ustawom, sąd z mocy art. 62 Konstytucji PRL ma obowiązek oceny zgodności z ustawami przepisów podustawowych aktów normatywnych mających zastosowanie w sprawie, a zwłaszcza czy nie wykraczają one poza zakres upoważnienia ustawowego i granice obowiązującego ustawodawstwa. W razie uznania aktu normatywnego (jego części), jako niezgodnego z ustawą, sąd powinien odmówić zastosowania tego aktu (jego części) w konkretnej sprawie."

Zdaniem Sądu Apelacyjnego dowodem na to, że w praktyce sądy powszechne rzeczywiście analizowały w tamtym okresie, a w istocie nawet przed wejściem w życie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, zgodność aktów niższego rzędu z aktem ustawowym i w przypadku stwierdzenia niezgodności odmawiały jego zastosowania, jest przedstawiony przez pozwanego wyrok Sądu Wojewódzkiego w W. z dnia 20 maja 1985 r., sygn. akt I C 39/85. W sprawie tej M. R. dochodziła zwrotu dzieł sztuki zagarniętych przy okazji wykonywania dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej i uzyskała wyrok uwzględniający powództwo. Sąd Wojewódzki odrzucił wówczas obronę M. w W. opartą na zarzucie nabycia ruchomości przez Państwo na podstawie dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej i rozporządzenia z dnia 1 marca 1945 r. Sąd wskazał w pisemnym uzasadnieniu wyroku, że sam dekret nie dawał podstaw do nacjonalizacji dzieł o wartości historycznej i artystycznej, a zatem nie można wyprowadzać takiej podstawy z § 11 rozporządzenia z dnia 1 marca 1945 r. w sprawie wykonania dekretu, jako wydanego w tej części bez delegacji ustawowej.

Wobec tak ukształtowanego stanu prawnego i zmieniającej się praktyki sądowej, Sąd Apelacyjny wyraził przekonanie, że dzień 1 stycznia 1986 r. należy uznać za datę, w której ustał stan siły wyższej uniemożliwiający powszechnie dawnym właścicielom nieruchomości ziemskich upominanie się na drodze sądowej o zwrot ruchomości o wartości naukowej, historycznej i artystycznej, przejętych bezprawnie przy okazji wykonywania dekretu o reformie rolnej. Nadto, wobec treści uzasadnienia postanowienia Trybunału Konstytucyjnego z dnia 21 września 1987 r., sygn. akt P 3/87, trudno bronić tezy, że jeszcze przez ponad dwa lata powód nie mógł wystąpić do sądu i argumentować, że § 11 rozporządzenia z dnia 1 marca 1945 r. nie stanowił prawnie skutecznej podstawy przejęcia przez państwo innych ruchomości niż inwentarz żywy i martwy. Nie ma też podstaw, by pozbawiać znaczenia omówiony wyżej wyrok Sądu Wojewódzkiego w Warszawie z dnia 20 maja 1985 r., w sprawie I C 39/85, stanowiący istotny dowód na okoliczność czasu rzeczywistego ustania przeszkody w postaci siły wyższej uniemożliwiającej dochodzenie tego typu roszczeń windykacyjnych i uzupełniających. Nie bez znaczenia jest także fakt, że strona powodowa nie zdołała przeciwstawić temu wyrokowi odmiennych rozstrzygnięć, które zapadałyby w tamtym czasie w podobnych sprawach. Nie zdołała więc wykazać, by w tamtym czasie zapadały również wyroki niekorzystne dla właścicieli w odniesieniu do ruchomości zagarniętych przy okazji reformy rolnej, w których sądy uznawałyby za skuteczne nabycie takich ruchomości na podstawie § 11 rozporządzenia z dnia 1 marca 1945 r. Zaś sam fakt, że sprawy tego typu były nieliczne, a nawet zupełnie jednostkowe, wskazuje jedynie na czynnik subiektywny, tj. powstrzymywanie się przez właścicieli z wnoszeniem stosowych pozwów, spowodowane czy to ich subiektywną oceną szans wygrania sporu, czy też zgoła innymi względami. Fakt ten nie dowodzi natomiast trwania obiektywnej przeszkody w sądowym dochodzeniu roszczeń. Stąd też Sąd Apelacyjny nie podzielił poglądu wyrażonego w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 22 lipca 2009 r., sygn. akt I ACa 559/08, w którym uznano, że stan siły wyższej wyrażający się niemożnością dochodzenia przed sądem roszczeń o wydanie rzeczy przejętych przez państwo przy okazji przeprowadzenia reformy rolnej ustał dopiero z końcem 1989 r. Obiektywne przeszkody uniemożliwiające dochodzenie roszczeń związanych z bezprawnym przejęciem dworskich ruchomości ustały bowiem co najmniej trzy lata wcześniej. O dalszym trwaniu siły wyższej nie może zaś stanowić jedynie subiektywny pogląd strony co do szans realizacji jej roszczeń na drodze sądowej.

Art. 312 prawa rzeczowego i art. 225 k.c., regulując relacje prawne pomiędzy właścicielem a posiadaczem rzeczy, wyłączają w zakresie wymienionych w nich roszczeń inne podstawy odpowiedzialności posiadacza wobec właściciela. W szczególności odpowiedzialność za utratę rzeczy przez posiadacza, jakkolwiek jest odpowiedzialnością odszkodowawczą, to uregulowana została w art. 224 § 2 i art. 225 k.c. w sposób szczególny (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 9 czerwca 2000 r., IV CKN 1159/00, Wokanda 2000/10/8, z dnia 11 grudnia 2009 r. V CSK 175/09 LEX nr 688048 oraz uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 11 maja 1972 r. III CZP 22/72, OSNP 1972/12/213). W takim przypadku do oceny przedawnienia zastosować należy art. 118 k.c. a nie art. 442 § 1 k.c. (obecnie uchylony), do którego ewidentnie odwołał się Sąd I instancji, wskazując, że termin przedawnienia roszczenia odszkodowawczego powoda wynosi trzy lata i liczyć go należy od dnia, w którym powód dowiedział się o utracie rzeczy przez pozwanego. W ocenie Sądu Apelacyjnego, Sąd Okręgowy błędnie powołał się na przedawnienie deliktowe, ale także wybiórczo potraktował przesłanki art. 442 § 1 k.c. Pominął bowiem, że także zgodnie z tym przepisem roszczenie odszkodowawcze przedawniało się bezwzględnie z upływem dziesięciu lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzającego szkodę, co wynikało z literalnego brzmienia tego przepisu, a zostało także potwierdzone przez Sąd Najwyższy w uchwale pełnego składu Izby Cywilnej z dnia 17 lutego 2006 r., III CZP 84/05 (OSNC 2006/7-8/114). Tak więc, gdyby nawet roszczenie powoda podlegało reżimowi odpowiedzialności deliktowej, to zdaniem Sądu Apelacyjnego mimo braku wiedzy o utracie rzeczy, roszczenie to przedawniło się z upływem lat dziesięciu od ustania stanu siły wyższej, tj. w terminie tożsamym z terminem określonym w art. 118 k.c. Jednak to przepis art. 118 k.c. wyznaczał termin przedawnienia w tej sprawie, skoro powództwo rozpoznano (prawidłowo) w ramach przepisów regulujących relacje między właścicielem a posiadaczem, zaś nie na podstawie przepisów o odpowiedzialności deliktowej (art. 415 i n.k.c.).

W okresie rozważanym w tej sprawie wyłącznie dla roszczeń deliktowych ustawodawca ustanowił termin przedawnienia biegnący a tempore scientiae, przy czym także ten termin ograniczył bezwzględnym terminem biegnącym a tempore facti. W przypadku innych roszczeń wynikających z zobowiązania bezterminowego bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stałoby się wymagalne, gdyby wierzyciel wezwał dłużnika do wykonania zobowiązania w najwcześniej możliwym terminie (art. 120 § 1 zd. drugie k.c.). Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia jest przy tym niezależne od stanu świadomości uprawnionego co do przysługiwania mu roszczenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 lipca 2010 r., II CSK 126/10, LEX nr 602678).

Roszczenie windykacyjne powstało w 1945 r. z chwilą objęcia posiadania rzeczy przez Państwo, zaś roszczenie odszkodowawcze wedle Sądu Apelacyjnego w 1954 r. (względnie najpóźniej w 1966 r.) - z chwilą definitywnej utraty wskazanych rękopisów przez M. w W. Ponieważ jednak stan siły wyższej dla obu tych roszczeń istniał od ich powstania aż do dnia 1 stycznia 1986 r., przedawnienie rozpoczęło bieg z dniem 1 stycznia 1986 r. i zgodnie z art. 118 k.c. upłynęło po 10 latach z dniem 1 stycznia 1996 r. Powództwo wytoczone w lipcu 1999 r. nie mogło już zatem przerwać terminu przedawnienia.

Sąd Apelacyjny nie znalazł przy tym podstaw usprawiedliwiających zwłokę po stronie powoda w dochodzeniu jego praw. Powód nie powołał bowiem żadnych okoliczności, które usprawiedliwiałyby niedochowanie właściwego terminu dla dochodzenia roszczeń. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 16 lutego 2012 r., III CSK 208/11 (OSNC-ZD 2013/3/51), za podstawę zastosowania w sprawie art. 5 k.c. nie mogą być uznane same tylko okoliczności utraty władztwa nad rzeczami, których dotyczy pozew, ponieważ to oznaczałoby wyłączenie w ogóle działania przedawnienia w odniesieniu do roszczeń o wydanie rzeczy ruchomych zagarniętych w ramach przeprowadzania reformy rolnej, a instytucja nadużycia prawa nie może prowadzić do wyłączenia stosowania przepisów ustawy, choćby tylko w określonym zakresie.

Zdaniem Sądu Apelacyjnego, nie może też być skuteczny argument przywołany w toku rozprawy apelacyjnej, że do upływu terminu przedawnienia roszczenia odszkodowawczego przyczynił się sam pozwany, wywołując wrażenie, iż nadal posiada sporne ruchomości. Taki zarzut można by rozważyć, gdyby powód wystąpił o wydanie rzeczy przed terminem przedawnienia roszczenia windykacyjnego i wówczas pozwany, wiedząc o utracie rzeczy, wiedzę tę w toku procesu by zatajał, dążąc do przedawnienia roszczenia odszkodowawczego. Obrona taka nie może być natomiast skuteczna wówczas, gdy w dacie wytoczenia powództwa windykacyjnego przedawnione były już oba roszczenia. Z faktu niepowiadomienia powoda o szkodzie przed upływem terminu przedawnienia zdaniem Sądu nie można wyciągać wniosku, że pozwany, podnosząc zarzut przedawnienia nadużywa swoich uprawnień. Bezczynność powoda nie była bowiem spowodowana zachowaniem pozwanego. Powód rościł sobie prawa do rzeczy, zatem dążąc do ich skutecznej ochrony, mógł i powinien był wytoczyć powództwo windykacyjne we właściwym czasie. Wówczas, gdyby w toku procesu pozwany oświadczył, że rzeczy tych już nie posiada, to powód mógłby argumentować, że termin przedawnienia roszczeń odszkodowawczych, jako wtórnych do roszczenia windykacyjnego, został jednak przerwany lub biec powinien od daty złożenia przez pozwanego tegoż oświadczenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 6 czerwca 1963 r., II CR 292/62, OSNC 1964/7-8/147), lub też podnosić zarzut nadużycia prawa. Jednak w niniejszej sprawie powództwo windykacyjne zostało wniesione do Sądu w stosunku do M. dopiero w lipcu 1999 r., po ponad 3 latach od upływu terminu przedawnienia obu roszczeń. Roszczenie odszkodowawcze powód zgłosił wobec M. w W. w piśmie z dnia 13 września 2006 r., k. 516. Sąd Apelacyjny przyznał rację pozwanemu, że Sąd Okręgowy pominął jego pismo znajdujące się na karcie 245 akt, informujące o utracie rękopisów i doręczone pełnomocnikowi powoda dnia 17 lutego 2003 r. (k. 250 - dowód doręczenia), co skutkowało błędnym ustaleniem, że powód uzyskał wiedzę o utracie rzeczy dopiero w 2004 r., podczas gdy niewątpliwie nastąpiło to już dnia 17 lutego 2003 r.

Rzeczy ruchome, których dotyczyło powództwo odszkodowawcze, a wcześniej windykacyjne, nie były nigdy objęte żadnymi decyzjami administracyjnymi. Sprawa nie dotyczyła zatem kwestii ważności decyzji administracyjnej, a jedynie cywilnoprawnego sporu dotyczącego własności. Przedmiotem administracyjnych orzeczeń o zwrocie i odmowie zwrotu (w szczególności k. 1018 - 1103) były inne ruchomości, o których zwrot ubiegała się B. B. (3). Wśród rzeczy, o zwrot których się ubiegała, nie wymieniła pozycji objętych powództwem w tej sprawie. Nigdy nie zostały wydane żadne decyzje administracyjne w przedmiocie odmowy zwrotu ruchomości, których dotyczy będący przedmiotem kontroli instancyjnej wyrok częściowy. Przedmiotem sprawy jest ochrona własności rzeczy niepodlegających dekretowi o przeprowadzeniu reformy rolnej. Wystąpienie z powództwem w tej sprawie nie wymagało zatem uprzedniego przeprowadzenia jakiegokolwiek postępowania administracyjnego. Tym samym także postępowanie administracyjne, w którym zapadły decyzje Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej z dnia 27 lutego 1996 r. oraz z dnia 10 marca 1998 r., nie stanowiły przeszkody do wytoczenia powództwa.

W skardze kasacyjnej powoda od powyższego wyroku podnoszono zarzuty naruszenia art. 118 k.c., art. 121 pkt 4 i art. 117 § 2 k.c.; § 6.2 i § 6.4 zarządzenia nr 12 z dnia 17 marca 1995 r. w zw. z art. 64 ust. 2 i 2 Konstytucji RP; art. 87 ust. 1, art. 83 ust. 2 i art. 241 ust. 6 Konstytucji RP i art. 1, 62, 90 oraz 56 ust. 3 ustawy konstytucyjnej z dnia 17 października 1992 r. w zw. z art. 20 ust. 3 i 4 ustawy z dnia 25 października 1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kontrolnej; art. 5 k.c. w zw. z art. 118 k.c. i art. 121 pkt 4 k.c.).

Skarżący domagał się uchylenia zaskarżonego wyroku i rozstrzygnięcia co do istoty sprawy, ewentualnie - uchylenia zaskarżonego wyroku i przekazania sprawy Sądowi drugiej instancji do ponownego rozpoznania.

Wyrokiem z dnia 5 listopada 2015 r. Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania oraz rozstrzygnięcia o kosztach postępowania kasacyjnego.

Sąd Najwyższy wskazał, że wyjaśnienie, kiedy doszło w ogóle do powstania roszczenia odszkodowawczego powoda na podstawie art. 225 k.c., tj. roszczenia właściciela rzeczy (spadkobiercy) wobec jej posiadacza będącego w złej wierze, jest istotne, ponieważ - zgodnie z § 6 ust. 4 zarządzenia Ministra Kultury i Sztuki z dnia 17 marca 1995 r. - m.in. nowo powstałe M. P. w W. "przejmuje wierzytelności i zobowiązania powstałe w związku z ich działalnością prowadzoną do dnia 31 marca 1995 r".

Sąd Najwyższy podniósł, że przepisy art. 224 § 2 k.c. i art. 225 k.c. tworzą samodzielną, pozaumowną odpowiedzialność odszkodowawczą, niebędącą również odpowiedzialnością deliktową (zob. np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 listopada 2002 r., III CKN 791/99 niepubl; wyrok Sądu Najwyższego z dnia z dnia 11 grudnia 2009 r., V CSK 175/09, niepubl.). Odpowiedzialność tę ponosi wobec właściciela posiadacz rzeczy ruchomej w złej wierze, jeżeli w okresie wykonywania faktycznego władztwa nad tą rzeczą doszło do jej pogorszenia lub utraty. Chodzi tu o odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, a wyłączenie tej odpowiedzialności może nastąpić jedynie wówczas, jeśli rzecz będąca we władaniu posiadacza w złej wierze uległaby utracie także wtedy, gdyby znajdowała się w posiadaniu uprawnionego. Obowiązek odszkodowawczy obciąża posiadacza wówczas, gdy doszło do pogorszenia lub utraty rzeczy w okresie tego posiadania i w związku z tym posiadaniem.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjmuje się, że szkoda poniesiona przez właściciela rzeczy musi mieć "charakter wystarczająco trwały" (por. uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z dnia 15 września 2011 r., II CSK 681/10, niepubl.), a zatem wspomniana utrata powinna stanowić utratę definitywną, a nie tylko prawdopodobną. Oznacza to, że roszczenie odszkodowawcze powoda mogło powstać jedynie w razie definitywnej (ostatecznej) utraty przedmiotów objętych początkowo powództwem windykacyjnym. Czym innym są same przyczyny, które mogły doprowadzić do takiej definitywnej utraty cudzej rzeczy (powierzenie rzecz rzez posiadacza własnemu pracownikowi), a czym innym okoliczności przemawiające w dostatecznie pewny sposób za tym, że taka utrata ostatecznie i definitywnie jednak nastąpiła, jeżeli posiadacz po takim powierzeniu nie wykazuje dostatecznego zainteresowania losem rzeczy i jej właściwej inwentaryzacji.

Zdaniem Sądu Najwyższego dokonane przez oba sądy meriti ustalenia faktyczne pozostawiają otwartą kwestię chwili powstania roszczenia odszkodowawczego, a w każdym razie nie są to ustalenia dostatecznie spójne i kompletne, bowiem pomijają istotne okoliczności, które wystąpiły po dniu 1 kwietnia 1995 r. Chodzi przede wszystkim o protokolarne przekazanie m.in. przedmiotów objętych pozwem drugiemu pozwanemu, co może świadczyć o tym, że przedmioty te jeszcze w tym czasie znajdowały się w sferze co najmniej współwładztwa faktycznego M. w W. i M. P. w W. Wolę wykonywania takiego współwładztwa faktycznego (współposiadania) mogą potwierdzać aktywność i dalsze czynności pozwanego M. W dniu 29 marca 2000 r. zawiadomiło ono członków rodziny powoda o tym, że "rękopisy ze zbiorów wilanowskich zaginęły", a następnie złożyło doniesienie do Prokuratury Rejonowej "w sprawie o zaginięcie (...) w latach 1945 - 2000". Postępowanie to umorzono "wobec braku dostatecznych dowodów popełnienia przestępstwa". Następnie Dyrektor M. pismem z dnia 12 października 2004 r. poinformował powoda o "powstaniu szkody" i dopiero wtedy powód mógł zmienić żądanie z windykacyjnego na odszkodowawcze (art. 225 k.c.). Treść tych, pominiętych w rozważaniach sądów meriti dokumentów, wskazuje na to, że utrata przedmiotów objętych pozwem mogła nastąpić w sposób ostateczny po dniu 1 kwietnia 1995 r., a nie w latach pięćdziesiątych klub sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jak to przyjęły sądy. Gdyby więc okazało się, że roszczenie powoda ukształtowało się ostatecznie po dniu 1 kwietnia 1995 r. i to w okresie współposiadania utraconych ostatecznie przedmiotów objętych pozwem, niewątpliwie mogłoby to świadczyć o legitymacji biernej także pozwanego M. jako współposiadacza utraconych definitywnie przedmiotów w okresie wykonywania tego współposiadania z M. P. w W. (art. 225 k.c. w zw. z art. 336 k.c.).

Ustalenie chwili powstania roszczenia odszkodowawczego powoda wynikającego z art. 225 k.c. przesądza także kwestię przedawnienia tego roszczenia. Skoro nie ma tu zastosowania roczny termin przedawnienia (art. 229 k.c.), ponieważ rzeczy nie zostały zwrócone spadkobiercy właściciela (powodowi), powinny znaleźć zastosowanie przepisy ogólne (art. 118 k.c.). Ponadto w art. 229 k.c. wspomina się tylko o roszczeniu odszkodowawczym polegającym na pogorszeniu rzeczy, a nie na jej utracie. Oznacza to, że roszczenie powoda mogło się przedawnić po upływie dziesięciu lat po jego powstaniu. Sąd Najwyższy podkreślił, że trafnie w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego zwrócono uwagę na to, że do roszczenia odszkodowawczego powoda, wynikającego z art. 225 k.c. nie można jednak stosować przepisów o przedawnieniu właściwych dla roszczeń o charakterze deliktowym (art. 442 1 k.c.).

W tej sytuacji zdaniem Sądu Najwyższego Sąd Apelacyjny przedwcześnie przyjął, że na podstawie § 6 ust. 4 zarządzenia z dnia 17 marca 1995 r. M. P. w W. stało się następcą prawnym M. w W. także w odniesieniu do roszczenia powoda obejmującego odszkodowanie za utratę ksiąg iluminowanych i rękopisów objętych pozwem. Tym samym przedwcześnie analizował rozpoczęcie biegu przedawnienia tego roszczenia i ewentualne prawne zakłócenia biegu przedawnienia.

Uzasadnienie prawne

Po ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:

Apelacja nie jest zasadna. Ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd Okręgowy w zaskarżonym wyroku są prawidłowe z wyjątkiem daty definitywnej utraty rzeczy, a tym samym podmiotu ponoszącego z tego tytułu odpowiedzialność odszkodowawczą.

Trafna jest też analiza prawna tego Sądu odnosząca się do legitymacji czynnej powoda, braku tytułu prawnego pozwanego do przedmiotowych rzeczy i jego złej wiary. Sąd Apelacyjny w obecnym składzie podziela w całej rozciągłości argumentację i ocenę prawną dotyczącą tych kwestii, zawartą w uzasadnieniu poprzedniego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Z uwagi na jej obszerność i wnikliwość nie ma potrzeby jej powielania. Nadto biorąc pod uwagę rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego, uznać trzeba, że Sąd ten podzielił stanowisko sądów obu instancji co do legitymacji czynnej powoda, braku tytułu prawnego pozwanego do spornych rzeczy i jego złej wiary jako ich posiadacza. Gdyby bowiem doszedł do odmiennego wniosku w tych kwestiach, nie zapadłoby orzeczenie kasatoryjne, bowiem podnoszona w jego uzasadnieniu potrzeba ustalenia daty definitywnej utraty przedmiotów, za którą powód dochodził odszkodowania, nie zaistniałaby. Data powyższa nie miałaby w takim przypadku znaczenia dla rozstrzygnięcia.

Tym samym zarzuty apelującego odnoszące się do tych zagadnień - tak dotyczące naruszenia prawa procesowego, jak i materialnego - Sąd Apelacyjny ocenił jako nietrafne z uzasadnieniem tożsamym z motywami przywołanymi przez Sąd Apelacyjny w poprzednim wyroku.

Zgodnie z art. 398 (20) k.p.c. sąd, któremu sprawa została przekazana, związany jest wykładnią prawa dokonaną w tej sprawie przez Sąd Najwyższy. Sąd ten zaś polecił zbadać, kiedy szkoda powoda ukształtowała się w sposób trwały, uwzględniając okoliczności, które wystąpiły po dniu 1 kwietnia 1995 r., a więc od dnia następnego po dacie, z którą zobowiązania związane z w związku z jego działalnością przejęło M. P. K. J. III. Sąd Najwyższy wyraźnie wskazał, że gdyby roszczenie powoda ukształtowało się ostatecznie po tym dniu i to w okresie współposiadania przez oba muzea utraconych przedmiotów, mogłoby to świadczyć o legitymacji biernej także M. jako współposiadacza z M. P. K. J. III.

Niewątpliwie kustosz oddziału wilanowskiego M. zabrał sporne rzeczy w 1953 r. z tegoż oddziału, a w spisie inwentarza muzealnego oddziału wilanowskiego pojawił się zapis o ich zaginięciu. Jednak na podstawie zeznań świadków zawnioskowanych przez stronę pozwaną (A. K. i M. B.) Sąd Apelacyjny ustalił, co następuje:

Kustosz wypożyczył przedmiotowe rękopisy i księgi do centrali M. celem dokonania ich inwentaryzacji przez A. C. (zeznania A. K. k 2968). Jest to kwestia kluczowa, bowiem oznacza, że kustosz nie wyniósł ich w nieznane miejsce poza muzeum, lecz przeniósł je do głównej siedziby muzeum. Brak jest uzasadnienia do przyjęcia wniosku przeciwnego, skoro bezpośrednio po ich wypożyczeniu przez B. T. (ani zresztą przez wiele lat później) M. nie wszczęło ich poszukiwań. Należy zatem przyjąć domniemanie faktyczne w rozumieniu art. 231 k.p.c., że przedmioty istotnie trafiły do owej centrali. Dodatkowo należy mieć na względzie zeznania świadka M. B., wedle której przedmioty będące w posiadaniu pozwanego długi czas pozostawały w skrzyniach bez inwentaryzacji, czyli pozwany nie dysponował nawet pewnością co do swoich zasobów, przy czym stan ten trwał przez dziesięciolecia. Nie ma więc podstaw do wniosku, że w 1953 r. M. utraciło sporne rzeczy. W protokole kontrolnym oddziału wilanowskiego z 1961 r. wpisano je w pozycji "braki", co oznacza, że nie było ich w oddziale wilanowskim. Wbrew wcześniejszym ustaleniom sądów meriti w treści spisu inwentarza nie poczyniono w 1966 r. przy tych obiektach adnotacji o ich zaginięciu, natomiast został dokonany wpis o ich wypożyczeniu do M. (zeznania A. K. k 2968 - 2969). Nie były one poszukiwane w latach 60. XX wieku z uwagi na informację, że M. (centrala) wypożyczyła je (zeznania A. K. k 2968), a wykreślono je z inwentarza muzealnego dopiero w 2000 r., co wiązało się ze zgłoszeniem ich zaginięcia do Ministra Kultury (zeznania A. K. k 2969).

Nie zostało ustalone, z jakiej daty pochodzi wpis w księdze inwentarzowej o nieznanym losie rękopisów, niemniej wedle świadka A. K. prawdopodobnie data wpisu odpowiada dacie zgłoszenia zaginięcia przedmiotów (zeznania A. K. k 2970).

Ani A. K., ani M. B., nie widziały kart naukowych i inwentaryzacyjnych spornych przedmiotów, co potwierdza tezę, że pozwany przechowywał zbiory, których nie opisał w chwili przejęcia, a zatem w istocie nie miał kompletnej wiedzy o swoim stanie posiadania.

W ocenie Sądu Apelacyjnego zeznania obu świadków są wiarygodne, świadkowie pracują w obu pozwanych muzeach i nie ma żadnych podstaw, by uznać, że zeznawali stronniczo, zwłaszcza na niekorzyść strony pozwanej. Znamienne jest też, że pozwany nie zakwestionował treści tych zeznań, który to dowód został zresztą przeprowadzony na jego wniosek.

W świetle powyższych dowodów ustalono nadto, że M. w okresie prowadzenia spisu inwentarza dla obiektów wilanowskich nie wykreśliło z niego przedmiotowych rękopisów i jakkolwiek wymieniło je w protokole przekazania w wyniku podziału Muzeum, to ani faktycznie ich nie przekazało nowo powstałej jednostce, ani też nie wszczęło wówczas żadnych czynności zmierzających czy to do ustalenia, gdzie się znajdują, czy to do zawiadomienia organów ścigania bądź Ministra Kultury o ich zaginięciu czy utracie. Na taki ruch zdecydowało się dopiero w 2000 r. - być może pod wpływem niniejszego procesu sądowego podjęło działania celem ustalenia lokalizacji spornych przedmiotów. Znamienne jest przy tym, że zawiadomienia dokonało M., a nie M. P. w W., mimo że w świetle protokołu przekazania to ostatnie było dysponentem rękopisów. Zauważyć przy tym należy, że M. miało obowiązek dokonywania uproszczonej inwentaryzacji muzealiów i dóbr kultury co trzy lata, który wynikał z § 13 ust. 1 rozporządzenia Ministra Kultury i Sztuki z dnia 18 kwietnia 1964 r. w sprawie prowadzenia inwentarza muzealiów (Dz. U. Nr 17, poz. 101). Zgodnie z § 20 tego rozporządzenia w razie kradzieży lub zaginięcia przedmiotów wpisanych do inwentarza muzealiów sporządzało się niezwłocznie protokół, którego odpis przesyłało się organowi sprawującemu bezpośredni nadzór nad muzeum. O kradzieży lub zaginięciu czyniło się wzmiankę w inwentarzu muzealiów. Przedmioty skradzione lub zaginione skreślało się z inwentarza muzealiów po upływie 3 lat od prawomocnego zakończenia postępowania karnego. Tego typu działania pozwany zaczął podejmować dopiero w 2000 r., nie twierdząc jednocześnie, że w przeszłości powyższe zasady nie były stosowane, a z zeznań świadka M. B. wynika, że protokoły kontrolne były sporządzane np. w latach 70. XX wieku.

Słusznie zatem zauważył Sąd Najwyższy, że takie zachowanie pozwanego wskazuje na posiadanie przezeń rękopisów i ksiąg w zakresie co najmniej animus również w okresie po dokonaniu podziału Muzeum. Do 2000 r. pozwany nie poszukiwał rękopisów, które zostały w nim zdeponowane w latach 50. XX wieku, a więc znalazły się w jego faktycznym władztwie będącym elementem posiadania. Znamienne jest też, że od 2000 r. aktywność w odniesieniu do przedmiotowych rzeczy wykazywało wyłącznie M., zaś M. P. w W. zachowywało się biernie, choć formalnie rzecz biorąc to ono było dysponentem rękopisów i ksiąg. Wzmacnia to argumentację, że M. było posiadaczem spornych przedmiotów również po podziale z 1995 r. W przeciwnym wypadku opisane wyżej działania podjęłoby M. P. w W.

Zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na ustalenie konkretnej daty utraty rękopisów przez stronę pozwaną, ale z pewnością wykluczyć należy 1953 r., bowiem trafiły one wówczas do centralnej siedziby pozwanego, jak również 1966 r., ponieważ nie zostały wówczas wskazane w spisie inwentarza jako zaginione, lecz traktowane były nadal jako zdeponowane do centrali. Jedyna data pewna, kiedy rękopisów i ksiąg nie było już w pozwanym M. to 2000 r., kiedy to zawiadomiono Ministra Kultury, a następnie prokuratora o ich zaginięciu oraz wykreślono je ze spisu inwentarza. W dniu 27 marca 2000 r. M. poinformowało D. K. - autorkę (...)" o zaginięciu rękopisów (k 298). Znamienne jest, że poprzednie wydanie tej publikacji wskazujące na umieszczenie rękopisów w M. pochodziło z 1988 r., a pozwany dopiero w 2000 r. zawiadomił jego autorkę o utracie rękopisów. Wcześniej nie zareagował na treść publikacji, a biorąc pod uwagę jej niszowy charakter nie jest możliwe, by przed 2000 r. pozwany nie miał wiedzy o jej istnieniu. W przekonaniu Sądu Apelacyjnego powyższa okoliczność, jak i daty zawiadomienia członków rodziny powoda (marzec 2000 r.), Ministra Kultury oraz prokuratora o zaginięciu rzeczy w połączeniu z wcześniejszą biernością pozwanego oraz faktem, że kustosz T. wypożyczył je celem inwentaryzacji w centrali i do 2000 r. nie były one poszukiwane przez pozwane M., wskazuje, że dopiero od marca 2000 r. można mówić o definitywnej utracie rzeczy przez pozwanego, co oznacza, że powództwo odszkodowawcze wniesione w 2006 r. nie uchybiło terminowi przedawnienia. Ten bowiem, jak słusznie wskazał Sąd Najwyższy, zgodnie z art. 118 k.c. dla roszczenia odszkodowawczego z powodu utraty rzeczy wynosi 10 lat od daty jego powstania. Data ta zaś jest tożsama z datą utraty rzeczy.

Tym samym roszczenie odszkodowawcze powoda, skierowane na drogę sądową w 2006 r., nie przedawniło się, a rozważania dotyczące zawieszenia biegu przedawnienia z uwagi na siłę wyższą (podobnie jak odnoszące się do możliwości zastosowania art. 5 k.c. w przypadku przyjęcia przedawnienia) stały się bezprzedmiotowe. Tak też należy ocenić podniesiony w apelacji zarzut naruszenia art. 121 pkt 4 k.p.c. Ustalenie, kiedy ustała siła wyższa w postaci zawieszenia wymiaru sprawiedliwości w Polsce z uwagi na realia społeczno - gospodarcze, nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia, ponieważ roszczenie odszkodowawcze powoda powstało już po transformacji ustrojowej.

Podstawą prawną żądania powoda był art. 225 k.c., a powód wykazał legitymacje procesową po obu stronach procesu.

Wobec powyższego również zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. w odniesieniu do ustalenia, kiedy powód został zawiadomiony o utracie rzeczy, jest bezprzedmiotowy. Jakkolwiek już Sąd Apelacyjny w poprzednim składzie przyjął, że miało to miejsce w dniu 17 lutego 2003 r., okoliczność ta jest bez znaczenia dla rozstrzygnięcia. Skoro bowiem roszczenie powoda powstało w marcu 2000 r., kwestia, czy dowiedział się o utracie rzeczy w 2003 r., czy w 2004 r., jest irrelewantna prawnie, ponieważ art. 118 k.c. przewiduje 10-letni termin przedawnienia roszczenia, a powództwo odszkodowawcze zostało wniesione w 2006 r.

Jednocześnie taki sam charakter mają kwestie związane z legitymacją bierną pozwanego wynikającą z zarządzenia Ministra Kultury o podziale M., bowiem drugi z pozwanych na jego podstawie przejął zobowiązania powstałe do dnia 31 marca 1995 r., a roszczenie odszkodowawcze powoda powstało po tej dacie. Nie uszło uwadze Sądu Apelacyjnego, że przedmiotowe rękopisy i księgi objęte były protokołem przekazania, jednak poza sporem pozostaje okoliczność, że faktycznie przekazane drugiemu z pozwanych nie zostały. Działania M. po tym okresie jednoznacznie zaś wskazują na wolę posiadania w rozumieniu animus - to Dyrektor M. zawiadomił D. K. o zaginięciu rękopisów, to również on zawiadomił Ministra Kultury i organy ścigania. Niewątpliwie okoliczność, że drugi z pozwanych przyjął wymieniony protokół przekazania, wskazuje, że również on miał wolę posiadania rękopisów, ale nie wyłącza to współposiadania M. w zakresie animus.

Biorąc pod uwagę zachowanie pozwanego w okresie do 2000 r., kiedy nie podejmował żadnych działań zmierzających czy to do odnalezienia rzeczy, czy to do wykreślenia ich ze spisu inwentarza jako zaginionych, a miał jednocześnie opisany wyżej obowiązek cyklicznego kontrolowania stanu posiadania i nie twierdził, że mu uchybił, brak jest uzasadnienia do zanegowania istnienia po jego stronie również drugiego elementu posiadania (corpus). W przeciwnym wypadku przepisy prawa i zasady logicznego rozumowania nakazywały wszczęcie stosownej procedury, a nie sposób przypuszczać, by instytucja publiczna, jaką jest pozwany, chroniąca dobra kultury, działała w sposób nieracjonalny.

Nieakceptowalne w świetle szeroko pojętego poczucia sprawiedliwości byłoby też rozwiązanie, wedle którego skutki braku należytej staranności posiadacza rzeczy w złej wierze, polegającej na braku pieczy nad rzeczą posuniętej do tego stopnia, że posiadacz ten przez dziesięciolecia nią się nie interesował, narażając się tym samym na jej utratę, miałyby obciążać właściciela w ten sposób, że uwzględniony zostałby zarzut przedawnienia roszczenia, którego daty powstania czyli daty utraty rzeczy sam posiadacz nie potrafi w istocie wiarygodnie określić.

W myśl art. 229 k.c. odpowiedzialność posiadacza za utratę rzeczy jest wyłączona wówczas, gdy rzecz uległaby utracie także wtedy, gdyby znajdowała się w posiadaniu uprawnionego. Wykazanie tej przesłanki spoczywa na pozwanym po myśli art. 6 k.c. Niewątpliwie pozwany nie podjął żadnej inicjatywy celem zwolnienia się z tej przyczyny z odpowiedzialności odszkodowawczej.

W tym stanie rzeczy analizie należało poddać zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. i art. 281 k.p.c. w związku z art. 41 k.p.c. w kontekście opinii biegłych. Przede wszystkim twierdzenia pozwanego, jakoby biegli podlegali wyłączeniu z uwagi na relacje Biblioteki Narodowej z powodem, są chybione. Sąd Okręgowy słusznie zauważył, że pozwany był uprzedzony o proponowanych biegłych na rozprawie w dniu 7 listopada 2011 r. i nie oponował. Jak wynika z apelacji, wiedzę o donacjach powoda na rzecz Biblioteki Narodowej, uzyskał z biuletynu Biblioteki z 2003 r., co oznacza, że takową mógł posiąść przed sporządzeniem opinii, gdy padła propozycja, by opracowali ją biegli z Biblioteki Narodowej. Tymczasem odwołał się do tej wiedzy dopiero wówczas, gdy okazało się, że opinia jest dla niego niekorzystna, co uznać trzeba za taktykę procesową, która jest nielojalna wobec Sądu i przeciwnika procesowego i choćby z tego względu nie zasługuje na aprobatę.

Ponadto sam fakt, że powód uczynił darowiznę w postaci księgozbioru na rzecz Biblioteki Narodowej, nie czyni biegłych tej jednostki stronniczymi, ani też nie wzbudza tego rodzaju podejrzeń. Zauważyć bowiem należy, że Biblioteka Narodowa jest instytucją publiczną i ani ona, ani tym bardziej jej pracownicy, nie uzyskują żadnych korzyści z owej darowizny - poza wzbogaceniem zbiorów państwowych. Analogiczny charakter ma pozwane Muzeum.

Jeśli zaś chodzi o kwalifikacje merytoryczne biegłych, pozwany nie kwestionował ich przed sporządzeniem opinii, brak jest też w apelacji konkretnych zarzutów dotyczących czy to braku ich wiedzy zawodowej, czy umiejętności wyceny.

Niewątpliwie opinia ma charakter hipotetyczny, ponieważ biegli nie mogli dokonać oględzin wycenianych obiektów, a publikacje na ich temat pochodzą z bardzo odległego okresu, nie oznacza to jednak, że ekspertyza obarczona jest błędami dyskwalifikującymi ją. Biegli wykorzystali dostępne im źródła, a skarżący, wskazując na niekompletność zawartych w nich opisów rzeczy, nie przywołał innych źródeł, na podstawie których biegli winni dokonać wyceny. Biegli odwołali się do wartości uzyskiwanych przez podobne rzeczy w zachodnich domach aukcyjnych, ponieważ - co nie jest kwestionowane - polski rynek tego rodzaju zabytków praktycznie nie istnieje. Niewątpliwie biegli wybrali popularne domy aukcyjne, w których sprzedaje się dzieła charakteryzujące się międzynarodową rozpoznawalnością, mające znaczenie dla światowego dziedzictwa kulturowego, niemniej jednak zauważyć trzeba, że utracone rękopisy miały unikalny charakter, były rzadkie i wysokiej klasy, co potwierdził świadek pozwanego A. K. (k 2969) - historyk sztuki i wieloletni pracownik oddziału wilanowskiego, a obecnie M. P. K. J. III w W.

Istotnie biegli wskazali na znaczenie pochodzenia dzieł przy ich szacowaniu, jednak apelujący nie wyjaśnił, w jaki sposób nieuwzględnienie ich proweniencji miało wpłynąć na treść opinii. Sąd Apelacyjny zależności tego rodzaju, która czyniłaby wycenę zawyżoną, nie dostrzega, a skarżący także nie przywołał argumentów potwierdzających takie wnioskowanie. Generalnie bowiem apelacja zawiera jedynie ogólnikowe zarzuty wobec opinii, których sformułowanie wskazuje, że apelujący demonstruje w ten sposób jedynie swoje niezadowolenie z faktu, iż na podstawie tejże opinii Sąd Okręgowy określił wysokość jego zobowiązania. Jednak powyższe nie jest wystarczające do podważenia ekspertyzy wykonanej przez profesjonalistów w obiektywnie trudnych warunkach, kiedy nie tylko nie mogli oni dokonać oględzin szacowanych przedmiotów, ale także materiały źródłowe je opisujące były nieliczne i pochodzące z okresu bardzo odległego od momentu szacowania. Zatem jedynym dostępnym materiałem porównawczym były ceny sprzedaży podobnych przedmiotów w domach aukcyjnych.

Z tych względów Sąd Apelacyjny orzekł jak w sentencji wyroku na mocy art. 385 k.p.c. Z uwagi na fakt, że zaskarżony wyrok był wyrokiem częściowym, nie rozstrzygał o kosztach postępowania apelacyjnego i kasacyjnego.

Tekst orzeczenia pochodzi ze zbiorów sądów powszechnych.